Czytelnia : Gombrowicz

CzytelniaCzytaliśmy, polecamy

Rozpoczynamy cykliczne przeglądy czasopism literackich, które od dziś co dwa-trzy tygodnie będziemy publikować na naszej stronie internetowej: muzeumgombrowicza.pl , w zakładce Czytelnia.

To nowa propozycja dla tych, którzy nie maja czasu albo możliwości regularnego przeglądania najważniejszych polskich czasopism poświęconych literaturze.

 

MAJ 2018

 

W Pamiętniku Literackim (zeszyt 1/2018) tekst Patryka Szaja Dotkliwe wiersze Aleksandra Wata. Badacze o Wacie: pomiędzy nadawaniem sensu cierpieniu a bezwolnością podmiotu.

 

„ Cierpienie z pewnością należy do podstawowych tematów strukturyzujących powojenną twórczość Aleksandra Wata. Nie dziwi zatem, że problematyka cielesności, bólu, choroby stanowi – obok np. namysłu nad komunizmem, stosunku do religii chrześcijańskiej i dziedzictwa żydowskiego czy rozmaitych sensotwórczych projektów egzystencjalnych – ważny element wielu opracowań dorobku autora Dziennika bez samogłosek.”

 

„Wiersze Wata są więc ze wszech miar dotkliwe. Po pierwsze dlatego, że wskazują na konieczność etycznej lektury, która nie będzie się kierować postawą wzrokocentryczną, zmieniającą cierpiące ciało w neutralny przedmiot przedstawienia, lecz podejmuje próbę odpowiedzialnej odpowiedzi na wyrażane przez nie pragnienie dotyku, kontaktu z Innym.”

 

W magazynie Książki (nr 2/2018) rozmowa Donaty Subbotko z Andrzejem Franaszkiem, autorem najnowszej biografii Zbigniewa Herberta.

 

„Książka wyszła rzeczywiście olbrzymia, a i tak musiałem skracać jej pierwotną wersję. Kiedy zbierałem materiały, okazało się, że jest ich o wiele więcej, niż się spodziewałem.”

 

„…Herbert potrafił być troskliwy, opiekuńczy, szarmancki, a mówiąc szerzej: dobry, wyczulony na cudze nieszczęście, co w przypadku nieuchronnie skoncentrowanego na sobie artysty nie jest oczywiste.”

 

„Katarzyna Herbert znosiła niewierność męża, ale przede wszystkim jego chorobę psychiczną, co opłaciła zapewne największym wysiłkiem.  Amplituda zmian jego nastrojów była olbrzymia, od głębokiej depresji po euforię, niepowstrzymany pęd życia.”

 

„Herbert sam napomykał, że w pisaniu realizuje siebie takim, jaki chciałby być, a nie takim jaki jest. Gdzieś żartobliwie mówił, że czuje sympatię do ludzi, którzy nie mają słuchu, a z zapałem śpiewają na imieninach – po to, żeby przeskoczyć siebie.”

 

„Wiersze Herberta są tak zobowiązujące moralnie, tak krystaliczne, że bodaj nie ma ludzi, którzy na co dzień żyliby na ich poziomie. A ich autorowi towarzyszyło wręcz udręczenie tym, że nie jest w stanie tak żyć, jak sam by chciał. Co nie znaczy, że świadomie grał, udawał. Raczej pokazywał horyzont człowieczeństwa, do którego powinniśmy dążyć.”

 

W tym samym numerze magazynu Książki (nr 2/2018) rozmowa Natalii Szostak z Dorotą Masłowską.

 

„…ja roszczę sobie prawo do znikania, bo artysta musi znikać, zbierać się w sobie, zagęszczać się wewnętrznie. Ludzie mają za dużą łatwość wyrażania myśli, co gorsza, często nie swoich.


Mam takie naiwne przekonania, że za pisaniem muszą stać szczere emocje i potrzeba wyrażenia swojego istnienia w tym momencie. Coś musi cię porwać, coś większego niż ty.”

 

„Organicznie odraża mnie łatwość wyrażania poglądu, który nic nie kosztuje, niczym nie musi być poparty. W dodatku Facebook jest zorientowany na kolekcjonowanie aprobaty, więc podświadomie ludzie obwieszczają takie rzeczy, co do których mają nadzieję, że się będą podobały. To jest zguba dla myślenia i czucia!”

 

„Pisanie to jest proces, który się wydarza cały czas, nie tylko w momencie, kiedy siedzisz przed komputerem. Nawet jak robisz coś innego, gdzieś z tyłu, ściągnięte na pasek, to się cały czas przetwarza. Zwłaszcza taki tekst jak Inni ludzie – oparty na rytmie, intuicyjny – w dużej mierze powstaje gdzieś poza rozumem.

 

Moment, kiedy siadam i spisuję, jest tylko emanacją, za którą stoi codzienny proces zbierania danych i porządkowania. I tym razem zebrane dane złożyły się dla mnie w dość koszmarny kształt. Wszyscy są chamscy, w powietrzu jest smog, atakują nas uchodźcy.”

 

„Wydaje mi się, że współczesna Polska jest strasznym, ale niesamowitym, fascynującym materiałem dla pisarza. Język, który się gwałtownie zmienia, ta chroma komunikacja – to dla mnie jako dla osoby zafiksowanej na tym temacie niesamowity moment. W polszczyźnie zachodzą tak gwałtowne zmiany, przez media społecznościowe, przez fale emigracyjne, ona się tak komputeryzuje i angielszczy, że traci funkcję komunikacyjną. Zaczyna być kwestą statusową, wizytówką klasową. To jest ciekawy moment.”

 

W magazynie Książki (nr 2/2018) artykuł Katarzyny Wężyk Charty w biegu na temat książki Kawiarnia egzystencjalistów Sary Bakewell.

 

„Czarne golfy, oczywiście. Czarna kawa przy stoliku w Cafe de Flore. Gauloises w kąciku ust. Fajka Jeana-Paula Sartre’a, turban Simone de Beauvoir, postawiony kołnierz Alberta Camusa. Eyeliner Juliette Greco. Jazz. Seks. Alkohol, dużo alkoholu i dyskusje po świt w kłębach tytoniowego dymu. Bohema namiętnie gorsząca burżujów. Kawiorowa lewica VI dzielnicy.”

 

„Egzystencjalizm kojarzy się dzisiaj mniej z filozofią, a bardzie ze zmitologizowanym i sprowadzonym do zestawu stereotypów stylem życia, który wykluł się w powojennej Francji i zrobił furorę wśród zbuntowanej młodzieży. Jego czołowi przedstawiciele – Sartre, Beauvoir, Camus – traktowani byli niczym gwiazdy rocka.”

 

„Sartre, mały, korpulentny, z rybimi ustami  i okiem uciekającym na zewnątrz, piękny nie jest, ale błyskotliwy i owszem. Podobno tuż po wojnie wyrywa dziewczyny pytaniem, czy chciałyby pójść do niego powąchać camembert – ale choć trudno jest wtedy o dobry ser, nie musi się zazwyczaj uciekać do takich środków, żeby być otoczonym wianuszkiem fanek.”

 

„Sartre umiera w 1980 r., ślepy, wyniszczony amfetaminą, którą od lat łykał jak tic taki. Żegnają go tysiące paryżan. Jego śmierć nas rozdziela. Moja śmierć nas nie połączy. Taka jest kolej rzeczy. Znakomite jest samo to, że udało nam się żyć we dwoje w harmonii przez tak długi czas, pisze Beauvoir. Sama przeżyje jeszcze sześć lat.”

 

W miesięczniku Teatr (nr 5/2018) recenzja Jacka Cieślaka sztuki Trans-Atlantyk Artura Tyszkiewicza wystawianej w Ateneum.

 

„ W Ateneum oglądamy aktorstwo wspaniałe, ale i z prowincjonalnego teatru. W Trans-Atlantyku Artura Tyszkiewicza diagnozę polskich problemów da się streścić jako konieczność wyboru między pedałami a faszystami. Normalsi zostali odesłani do getta.”

 

„Finał, niestety osuwa spektakl w kicz. Witold, który jest bliski szaleństwa, wkłada biało-czerwoną  czapkę kibolskiego stańczyka i podskakuje jak wariat na tle rodaków powtarzających jak w transie jeden zestaw kroków. To prawda: zacięło się coś w naszym narodowym, społecznym mechanizmie. Nawet Ateneum nie dział tak, jak kiedyś.”

 

W Nowych Książkach ( nr 5/2018) recenzja Przemysława Trzeciaka dotycząca książki Galeria Szubrawców Philipa Hooka.

 

„ Czy wielonarodowy tłum, kłębiący się codziennie w Luwrze przed Mona Lisą, wzrusza się urodą dzieła, czy raczej wyobraża sobie górę pieniędzy, które jest ono warte?”

 

„Sztuka jest towarem od bardzo dawna. Zawsze jednak była towarem szczególnym – nie tylko wytworem rzadkich umiejętności, lecz także dowodem twórczego geniuszu.”

 

„w latach pięćdziesiątych XX wieku sprowadzano Z Francji na Wyspy dwa tysiące obrazów rocznie, dwadzieścia lat później – dwadzieścia dziewięć tysięcy.”

 

„Z narracji autora jednoznacznie wynika, że gdyby nie pośrednictwo marszanda, artysta byłby w wielu przypadkach wobec klienta bezradny. Dzięki szubrawcom  jego dzieła zyskują rozgłos, właściwa prezentację, profesjonalne katalogi i ceny dużo wyższe niż sam potrafiłby wynegocjować.”

 

„Wydawca uzupełnił książkę wstępem Andy Rottenberg, wskazującym na mizerię rynku sztuki w Polsce. Zamieścił również tekst Krzysztofa Pomiana, stanowiący rodzaj podsumowania tematu.”

 

W Tekstach Drugich (nr 1/2018) znajdziemy tekst Piotra Sobolczyka Gombroberg między manieryzmem a gnostycyzmem.

 

„Gombrowiczologia – Gombrowicz ? – ma w ostatnich latach szczęście do interpretatorów śmiałych, w jakiejś mierze idących pod prąd, przy tym będących wysokiej próby eseistami, o wyraźnym talencie pisarskim. Myślę o dwóch pracach doktorskich i dwóch książkach z nich wynikłych, Genet Gombrowicza. Historia miłosna Piotra Seweryna Rosoła i Kosmos jako gabinet luster. Psychomachia Witolda Gombrowicza Dominika Suleja. Tym razem będę pisał o tej drugiej.”

 

W miesięczniku Odra (nr 5/2018) informacja o przyznaniu Nagrody Odry 2017 Klementynie Suchanow za książkę Gombrowicz. Ja, geniusz „znakomicie napisaną, podyktowaną wieloletnią pasją badawczą i jak dotąd najpełniejszą spośród wydanych w Polsce biografii Gombrowicza.”

 

„Pisanie o Gombrowiczu to przede wszystkim bitwa z samym Gombrowiczem. Człowiekiem – paradoksem, który marzył by świat się nim interesował, ale jednocześnie chcącym mieć pełną kontrolę nad tym, co się o nim pisze, mówi, pewnie nawet myśli. Prostował, polemizował, żądał docenienia. A biograf staje samotny wobec prowadzącego z nim grę w chowanego Gombrowicza i musi jakoś sobie z tym poradzić.”

 

W tym samym numerze miesięcznika Odra (nr 5/2018) rozmowa Tymoteusza Milasa z Waldemarem Bawołkiem, autorem m.in. powieści To, co obok i Echa słońca.

 

„W młodości przejawiałem predyspozycje do pisania, ale była to raczej moja pasja. Zawsze tworzyłem na własną rękę, dla siebie samego. Nikt nie kształtował mojej kultury literackiej, nie pomagał mi w doskonaleniu warsztaty pisarskiego. Wpływ na to, jak piszę, miało wielu pisarzy. Zacząłem odkrywać naprzód to, co napisali Gombrowicz, Kafka, Schulz, i to było niesamowite doświadczenie czytelnicze. Czytałem i starałem się zrozumieć, jak oni to robili. Kosmos to moja ulubiona powieść. Byłem pod wrażeniem tego, ile sensów ona wytwarza, ile można powiedzieć o świecie poprzez literaturę! Jednak nie uzależniłem się od Gombrowicza. Wolałem niespiesznie budować własny model literatury. Próbowałem pisać po swojemu.”

 

W miesięczniku Twórczość (nr 4/2018) artykuł Jacka Wiadernego Boski szelma na rauszu. Archetyp trickstera w Ślubie Witolda Gombrowicza.

 

„Trickster, der göttliche Schelm, boski szelma, święty głupek, przechera, arcyszachraj, krętacz, łobuz, łotrzyk, sowizdrzał, wydrwigrosz, hultaj – już sama mnogość określeń ukazuje, jak mieni się i umyka językowi ta niesłychana postać. Oczywiście trickster może być diabłem, ale nie wyczerpuje się w nim, jest ponad-diabelski, więcej niż diabelski, trickster ma tysiąc wcieleń, które inaczej niż wcielenia szatańskie – różnią się nie tylko aparycją, ale również funkcją; w tej wielości trickster sytuuje się, by użyć sformułowania Nietzschego, poza dobrem i złem. „

 

W tym samym numerze Twórczości (nr 4/2018) za zgodą pani Marii Iwaszkiewicz-Wojdowskiej oraz pani Hanny Stanek-Lisowskiej opublikowana została korespondencja Jarosława Iwaszkiewicza z Jerzym Lisowskim.

 

Iwaszkiewicz pisze do Lisowskiego: „ Pornografię dostałem (jak szybko!) i przeczytałem: podoba mi się, ale mam jakieś dziwne wrażenie, że to nie literatura. To jakaś konstrukcja z drucików, chwilami zbyt już dowolna i surrealistyczna. Kto to wydaje? Najzabawniejsze jest to, że on tak nie zapomniał Polski. Coś niebywałego.

 

W innym liście Iwaszkiewicz do Lisowskiego: „Pornografia na granicach genialności. I nowe!”

 

Lisowski do Iwaszkiewicza: Prawda, Pornografia świetna? Cieszę się z twojego zdania, tu nikt się nie poznał poza Kotem (dawno nie widzianym ) i mną.”

 

W Twórczości znajdziemy takźe artykuł Kazimierza Głaza Języki nie całkiem obce.

 

„W przyrodzie obowiązują żelazne prawa. Prawa sensybilistycznej konsekwencji. Kiedy wszyscy, nie tylko artyści, pragnęli jechać na Zachód mimo trudności geopolitycznych, ja wyjechałem z orbisowskim biurem podróży na Wschód, nie zdając sobie sprawy z ubocznych uwikłań takiej decyzji.”

 

„Moskwa. To nie była tylko nazwa miasta, to była stolica Imperium Zła, jak określano to politycznie.

„Znad Sekwany, oczywiście każdy chce zjechać na południe. Le midi, Nicea, St. Tropez, St. Paul de Vence i Vence. Lazurowe wybrzeże. Cote d’Azur to kawałek zaczarowanego świata, gdzie ogniskuje się życie artystyczne, siedziba twórców małych i wielkich, gdzie nawet z Australii i z Kalifornii dojeżdżają, no bo Matisse, Picasso, Miro, Max Ernst, Chagalle, Eddie Plunket, a z Polaków Józef Jarema i Witold Gombrowicz tu mieszkali.”

  • Przegląd prasy przygotowała Aleksandra Gąsowska

 

 

Instytucja współprowadzona przez Samorząd Województwa Mazowieckiego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

  • Logo Mazowsze
  • Logo MKiDN