Czytelnia : Gombrowicz

CzytelniaCzytaliśmy, polecamy

Rozpoczynamy cykliczne przeglądy czasopism literackich, które od dziś co dwa-trzy tygodnie będziemy publikować na naszej stronie internetowej: muzeumgombrowicza.pl , w zakładce Czytelnia.

To nowa propozycja dla tych, którzy nie maja czasu albo możliwości regularnego przeglądania najważniejszych polskich czasopism poświęconych literaturze.

STYCZEŃ 2018 

W listopadowym numerze Twórczości ukazała się recenzja Leszka Bugajskiego pt. Człowiek nazywający się Geniusz.

„Spośród dwudziestowiecznych pisarzy Witold Gombrowicz jest chyba autorem najbardziej wszechstronnie opisanym i przeanalizowanym na różne sposoby przez literaturoznawców. Zresztą słusznie. Jest też pisarzem, o którym powstało całe mnóstwo książek biograficznych, przede wszystkim wspomnieniowych, bo był postacią barwną i złożoną – szkolni koledzy opisali jego młodość, historycy literatury czasy warszawskiego życia kawiarnianego, opisano jego lata argentyńskie i wszystko, co się działo z nim po powrocie do Europy, szczególnie w latach, gdy osiadł na południu Francji.”

„I dopiero teraz, na dwa lata przed pięćdziesiątą rocznicą śmierci Gombrowicza, ukazała się jego potężna – licząca ponad tysiąc stron – biografia. Autorką jest Klementyna Suchanow […]. I to jest dobra, a nawet bardzo dobra biografia. Przede wszystkim dlatego, że Suchanow w trakcie jej pisania nie dała się wodzić Gombrowiczowi za nos, nie uległa jego pozom, którymi zamazywał prawdę o sobie i tworzył swój wizerunek – jak to się teraz mawia – publiczny. Choć wybiła to słowo w tytule książki, nie pisze o nim jak o geniuszu, na którego sam się kreował przez lata, nie ujawnia w żaden sposób, że zbierała fakty z jego życia z jakimkolwiek nastawieniem, które mogłoby zmącić cel główny jej pracy: opisanie jakim był człowiekiem i jakie były koleje jego losu. Idzie za Gombrowiczem jak beznamiętna badaczka, relacjonuje, czego się w tej wędrówce jego śladami dowiedziała, i nie poddaje się znanym skądinąd mitotwórczym opowieściom, którymi zawracała w głowach młodzieńcom, jakimi lubił się otaczać, szczęśliwie nie ekscytuje się bulwersującymi szczegółami, które wielu przysłoniły prawdziwy obraz pisarza, jak chociażby jego biseksualizmem.”

„W przypadku Gombrowicza zdumiewa jednak to, że wykreował się na człowieka odważnego, podejmującego niezłomną walkę zez światem, ale gdzieś w głębi jest światem przerażony, […] Suchanow wydobywa jego zapiski, z których jasno wynika, że miał chwile głębokiego zwątpienia w swój talent, że zdarzało mu się wypadać z formy, jaką sam sobie ukształtował. Że po prostu był człowiekiem, jak każdy.”

W tym samym numerze Twórczości (11/2017) artykuł Marka Sołtysika pt. Andrzej Banach spod laserunków cienia. Andrzej Banach poznał Gombrowicza w Paryżu i napisał później o nim, że jest przez samego siebie zaszczuty w pogoni za totalnym sukcesem.

„Był [Andrzej Banach] naturą subtelną, nie zwracał uwagi na środowiskowe podziały, które wiązały się z polityką lub się z niej wywodziły. Zbyt niezależny, jak najdalej od stada, sam stał się ruchomym celem pożądania. Pędzili ku niemu ludzie łaknący sztuki, chleba sztuki. Ci natomiast, którzy aspirowali do li tylko artystycznego trybu życia, nie mieli szans na kameralne spotkanie z nim, Andrzejem Banachem, nie dyrektorem, nie naczelnym, nie dygnitarzem, nie profesorem (choć doktorem prawa i filozofii), nie mecenasem (bo sam się wykreślił z szeregów palestry), ale od półwiecza wolnym twórcą, eseistą, pisarzem, długo, długo, bez potrzeby zabiegania o członkowstwo organizacji literackich.”

„Andrzej Banach! Wiadomo, odkrywca Nikifora […]wiadomo, autor książek o kiczu, o polskiej sztuce fantastycznej, o modzie i kostiumach, o miłości i snach.”

„Andrzej Banach potrafi być wdzięczny i potrafi czuć się zdziwiony czyimś małym tchórzostwem, niespodziewanym świntuszeniem, najczęściej jedna i ta sama osoba dostaje odeń plusy i minusy – jakie to osobiste teksty, gorące, pod pozorami wypełnienia kartek w kronice życiowych zdarzeń!”

W grudniowym numerze Nowych Książek (12/2017) ukazała się recenzja Marka Tabina dotycząca książki Rafała Smoczyńskiego i Tomasza Zaryckiego Totem inteligencji. Książka wydaje się być ciekawa, także w kontekście biografii Gombrowicza, ziemiańskich i szlacheckich korzeni, które często przywoływał w swojej twórczości.

„Z tego, że inteligencja za totem uznaje szlachto-arystokracjo-ziemiaństwo, wynika ważny wniosek: polskim modelem obywatelstwa jest uniwersalizacja szlachetczyzny. W związku z tym wzór obywatela to człowiek, który cechuje się przymiotami wcześniej uznawanymi za właściwe szlachcie: umiłowaniem ojczyzny, honorem, dzielnością, prawdomównością. A już nie koniecznie wzorem obywatela jest zręczny wytwórca, organizator czy wynalazca – jak na przykład we Francji.„

„Wydarzenia historyczne , od represji po powstaniu styczniowym począwszy, poprzez utratę majątków na terenie Rosji w 1917 roku aż do nacjonalizacji przemysłu po drugiej wojnie, skłaniają polskie elity do inwestowania w kapitał kulturowy, a nie gospodarczy. Tak tworzą się elity inteligenckie, zamiast przemysłowych. Autorzy opisują złożony proces powstawania inteligencji: od tracenia majątków z powodu rozwoju przemysłowego i zniesienia pańszczyzny w XIX wieku, poprzez kolejną wielką klęskę i tak słabej burżuazji po pierwszej wojnie światowej, dominację inteligencji w II RP aż po PRL.”

„W książce znajdziemy bardzo ciekawe opisy funkcjonowania środowisk postszlacheckich we współczesnej Polsce.”

W tym samym numerze Nowych Książek (12/2017) recenzja książki, która z pewnością spodobałaby się Gombrowiczowi, bo jak wspomina w dziennikach nie lubił polowań i nigdy nie brał w nich udziału.  Andrzej Wróblewski tak pisze o książce Zenona Kruczyńskiego Farba znaczy krew:

„Wstrząsająca książka byłego myśliwego, który po kilkudziesięciu latach uczestnictwa w polowaniach i we wszystkich towarzyszących im rytuałach, zadał sobie pytanie o sens tego swoistego hobby, którego po szczerej introspekcji, nie waha się nazwać uzależnieniem.”

„Nigdy, w ciągu kilkudziesięciu lat – pisze autor książki – nie spotkałem się z myśliwym, który twierdziłby, że poluje po to , by utrzymać równowagę w przyrodzie. I tak jest ze wszystkim, począwszy od dokarmiania zwierzyny. Nie po to wwozi się do lasu całe tony kartofli, buraków, kapusty, brukwi czy kalafiorów, żeby wykazać się troską o głodne, zwłaszcza zimą zwierzęta, ale po to, żeby było ich więcej do zabijania. Jeleń, który umrze śmiercią naturalną, to dla myśliwych czysta strata. A wwożąc do lasu pożywienie, które w warunkach naturalnych nigdy w nim nie występuje, rozregulowuje się cały cykl narodzin i śmierci związany z klimatem. Krótko mówiąc wielka troska o zachowanie równowagi w przyrodzie sprowadza się tu do sztucznego zwiększania pogłowia dzikiej zwierzyny, a następnie odstrzeliwania nadwyżki do wielkości stada podstawowego. I tak co roku, w poczuciu spełnienia chwalebnego obowiązku. Zakłamanie towarzyszy także argumentowi o tym, że myśliwi muszą zastąpić drapieżniki. Nie wspomina się jednak, że najpierw łowczy sami je wybili, aby pozbyć się konkurencji.”

Farba znaczy krew jest książką wiarygodną, bo nie napisał jej nawiedzony ekolog, lecz wieloletni myśliwy. Mając samego siebie za przykład, próbuje stwierdzić co takiego pcha ludzi do bezsensownego zabijania, co powoduje, że zaczynają zabijać dla przyjemności.”

„W kodeksie etycznym myśliwego mówi się o tym jak zabijać, ale a nie słowa o tym , po co zabijać.”

„Na kpinę zakrawa ustanowienie patronem myśliwych świętego Huberta – człowieka, który dlatego został świętym, że w trakcie polowania doznał nawrócenia i już nigdy więcej nie zabił żadnego zwierzęcia.”

W Nowych Książkach (12/2017) także recenzja nowej książki Wojciecha Karpińskiego Szkice Sekretne.

Jak pisze Tomasz Mizerkiewicz „ tom Szkiców sekretnych nie stanowi dzieła nazbyt spójnego, choć oczywiście kontynuuje dotychczasowe pisma Karpińskiego, pozostaje w orbicie polskiej twórczości emigracyjnej związanej z Kulturą Giedroycia. Trzy pierwsze teksty to żarliwy i zaangażowany bilans dokonań oraz sytuacji polskiej kultury na początku lat siedemdziesiątych. Były to eseje przemycane na Zachód i publikowane pod pseudonimem, stąd nawet jeden z nich uznawano za dzieło Kisiela (!). Kolejna część Szkiców […] to dwie przymiarki do portretu Fryderyka Nietzschego, skupiające uwagę na chwilach wejścia autora antychrysta w strefę szaleństwa. Trzecia część zawiera teksty dotyczące postaci kanonicznych polskiej literatury XX wieku: Miłosza, Gombrowicza, Herlinga-Grudzińskiego i innych. Tu na uwagę zasługują Głosy z Beinecke, gdzie eseista przybliża różne wersje znanych utworów wymienionych twórców, które poznał w amerykańskiej czytelni rękopisów. Dowiadujemy się także, że Karpiński dokonał ważkiego odkrycia – znalazł jedną z wczesnych wersji Kosmosu Gombrowicza.”

W grudniowym numerze Twórczości (12/2016) ukazał się artykuł Doroty Betlewskiej – Gutowskiej  Pan Bóg i ekscentrycy.

„Niedługo przed śmiercią Gombrowicz przysłał Słonimskiemu książkę z dedykacją: Antoniemu Z Panem Jezusem. Obdarowany był zaskoczony. Ale wczytał się w Dzienniki i znalazł wyzwanie: Ja będę po stronie porządku ludzkiego ( i nawet po stronie Boga, choć nie wierzę) aż do końca moich dni; także umierając. Buntownik po stronie porządku? Jakiego, skoro nie wierzy? Po stronie tradycji? Należał do największych jej wrogów. Patriotyzm? Walka? Ze złością pisał: A płyńcież , wy płyńcież rodacy do Narodu swego! […] chyba Przeklętego! Zauważył, że z dwóch przymiotników: błogosławiona lub przeklęta, do Polski pasuje ten drugi. Tu, z jakiś powodów, modlitwy, choć żarliwe, nie są wysłuchiwane.
Gombrowicz nie gniewa się na Pana Jezusa? Jest po jego stronie? Skłania się ku Niemu, choć buntuje się przeciw polskości, religijności, wszystkiemu.”

„Wybiera Pana Jezusa, w którego wprawdzie nie wierzy, ale Go potrzebuje. Nie umie i nie chce odciąć się od fascynacji Bogiem – człowiekiem, a więc od nadziei, że może On jednak jest i zbawia. Daje życie wieczne? Kto by tego chciał?”

Gombrowicz stawia sobie pytanie: Czy ja będąc pozbawiony Boga, jestem wskutek tego bliższy czy dalszy natury? Odpowiedź: jestem dalszy, a nawet ta opozycja między mną a naturą staje się bez Niego nie do załatania – tu nie ma apelacji żadnego wyższego trybunału.”

Gombrowicz żałował zwierząt. Ubolewał: Katolicyzm zlekceważył wszelkie stworzenie, poza człowiekiem. Trudno wyobrazić sobie bardziej olimpijską obojętność na <> ból […]”

„Rację więc miał Gombrowicz zarzucając religii kształtującej Europejczyków zlekceważenie mniejszych braci, nieuczenie szacunku dla nich i litości, co jednak nie znaczy, że tak samo jest z Bogiem. Niewierzący Gombrowicz w swym buncie bliższy był Bogu niż zadufany w sobie, niewrażliwy katolicyzm. Czytamy w Biblii, w Księdze Izajasza (66,3), że kto łamie kark psu, ten obrał sobie swoje drogi, a Bóg nie ma upodobania w ohydach. Słusznie więc Gombrowicz o zły stosunek do zwierząt miał pretensje nie do Boga, ale do katolicyzmu. Przekorny pisarz nadawał się do przyjaźni ze Stwórcą. Nie wierzę w Ciebie, ale mnie pociągasz. Powiedz coś prawdziwego. Wiesz co mi o Tobie mówiono. Deformacje. Deformacje.”

„Gombrowicz napisał: Ja bardzo boję się diabła. Dziwne wyznanie na ustach niedowiarka. Od idei diabła nie jestem w stanie się uwolnić… To błąkanie się straszności w najbardziej bezpośrednim moim pobliżu… Cóż z policji, z praw, ze wszystkich zabezpieczeń i środków ostrożności, jeśli Potwór przechadza się wśród nas swobodnie i nic nas przed nim nie chroni, nic, nic, żadnej zapory między nami […] Ale my nie możemy tego przyjąć do wiadomości, gdyż człowiek – i to jest pewne – z natury nie jest zdolny pojąć zła.”

„Gombrowicz w ojczyźnie swojej i na emigracji wiele widział działania czarciego. Niepokoiło go to i dziwiło. Nie może przecież istnieć sam diabeł […]”

W grudniowym numerze miesięcznika Kino (12/2017) recenzja filmu Rodzina na sprzedaż Diego Lermana, w której Robert Birkholc przywołuje Gombrowicza, między innymi dlatego, że akcja filmu toczy się w Argentynie. Film to polsko-argentyńsko-brazylijska koprudukcja. Autorem zdjęć – nominowanym do Argentyńskiej Nagrody Filmowej – jest Wojciech Staroń.

„Teraz, za sprawą Rodziny na sprzedaż Diego Larmana, możemy się przekonać, jak proceder pokątnej adopcji wygląda w Argentynie i w jaki kontekst społeczno-kulturowy jest tam wpisany.„

„Jak się okazuje, w ubogich rejonach Argentyny dzieci schodzą jak ciepłe bułeczki, a handel noworodkami jest rozwinięty na niespotykaną skalę. W nielegalną działalność zaangażowani są pracownicy szpitali i przedstawiciele urzędów, ale też szemrani pośrednicy, którzy czerpią z adopcji największe profity.”

„Lerman zwraca uwagę na bardzo niepokojące zjawisko społeczne ale Rodzina na sprzedaż nie jest, jak można by sądzić filmem interwencyjnym.”

„Argentyńczyk nie idzie też tropem Holland [Niedzielne dzieci, Agnieszka Holland, 1976] i nie skłania się ku gombrowiczowskiej krytyce konwencji społecznych, które narzucają kobiecie rolę matki.”

„Pełen empatii ale jednocześnie stawiający wiele pytań etycznych film Lermana przywodzi na myśl kino Kieślowskiego z czasów Dekalogu, przy czym najbliżej mu oczywiście do siódmej części, przedstawiającej kradzież dziecka.”

W grudniowym numerze miesięcznika Teatr (12/2017) znajdziemy tekst Marka Kochana Ja wam pokaże. Parodia rzeczywistości – życia w epoce selfie, nieustannego udawania, reklamowania się, przybierania rozmaitych póz, sztuczności i przyprawiania samemu sobie gęby. Gombrowicz by się uśmiał…

„Pokażę wam, jak polowałem na mamuty, jak z dzidą biegałem po prapolach, glinką czerwoną to namaluję na ścianie mojej jaskini.”

„Przebiorę się za Stańczyka i tak wam siebie pokażę, czy może jak Anselm Feuerbach z papierami jakimiś w dłoni.”

„Z wąsikiem, z monobrwią, w kolorowej sukience się wam pokażę, albo z kwiatami, czy z małpką, jak Frida Kahlo.”

„Moimi wakacjami się wam pochwalę, moją rozlaną pupą, jak Kim Kardashian, albo moim gołym biustem, jak ktokolwiek, albo moim ferrari […]”

„Co jadłem wam pokażę, ja z moim śniadaniem, sałatką, albo z kurczakowym nuggetsem w gębie się sfotografuję […]”

„Tylko błagam, oglądajcie to, lajkujcie, retweetujcie, przyklejajcie mi serduszka, komentujcie moje posty, bo bez tego zdechnę.”

W kwartalniku Przegląd Humanistyczny (3/2017) znajdziemy bardzo ciekawy tekst – Wstęp do hebrajskiego wydania Lalki Bolesława Prusa autorstwa Samuela Sandlera.

Jak pisze Alina Molisak – tekst wydaje się interesujący dla nas z kilku powodów – przede wszystkim pozwala na zapoznanie się z inną perspektywą spojrzenia na jedną z najważniejszych polskich powieści. Adresatem tekstu jest wszak czytelnik, który nie zdobył wiedzy o polskiej literaturze w trakcie tradycyjnej , krajowej edukacji.

A oto kilka cytatów ze wstępu Samuela Sandlera:

„Prus jest dzisiaj zaliczany do najwybitniejszych powieściopisarzy polskiego XIX wieku, obok swoich rówieśników i poniekąd rywali literackich Henryka Sienkiewicza, laureata Nagrody Nobla, oraz Elizy Orzeszkowej. Co ciekawe, uznanie dla twórczości powieściowej Sienkiewicza i Orzeszkowej uległo z czasem pewnemu przyćmieniu, podczas gdy popularność Prusa wzrosła, podobnie jak zainteresowanie badaczy polskiej literatury jego twórczością, przede wszystkim Lalką.”

„Prus przypisywał literaturze ważną rolę poznawczą oraz wychowawczą; uważał zresztą, że jedna wynika z drugiej. Sam był wielkim miłośnikiem wiedzy i nauki, rozmiłowanym w przyrodoznawstwie, któremu w młodości przewodził Darwin i którego dzieła pisarz ogromnie cenił.”

„Prus przez całe życie zachowywał i głosił kult nauki i wiedzy.”

Co mi z tego – pisał Prus w jednym z felietonów – że artysta buduje świat z brylantów i kwiatów, regularnych rysów, wiecznie pogodnego nieba itd., jeżeli w tym świecie ja nie mogę dopatrzeć się otaczającej mnie rzeczywistości. [...] Co mi z wielkich sytuacji, które komponują się i kopiują z wieku na wiek, kiedy one wcale nie wyjaśniają prawdy życiowej

„Prus, zaznaczmy to od razu, uważał siebie za zwolennika estetyki realistycznej, która rozwinęła się i dominowała w prozie XIX wieku. Znał świetnie i nawet nierzadko cytował z uznaniem jej najważniejszego teoretyka Hippolita Taine’a. Był też dobrze obznajomiony z dziełami najwybitniejszych pisarzy realistycznych tamtych czasów. Za najbliższych sobie uważał Dickensa, później chyba Tołstoja, znał z pewnością twórczość powieściową wielkich realistów francuskich, a kiedy pojawiły się u schyłku wieku powieści nazywane psychologicznymi, wskazywał wyższość nad nimi powieści Dostojewskiego.”

„Prus od początku swojej działalności publicystycznej i literackiej uważał nie tylko za anachronizm, ale wprost za czynnik destrukcyjny przez stulecia utrwaloną hegemonię arystokracji i szlachty, opartą na jej sile posiadania i przypisywaniu sobie zasług historycznych.”

„W drugiej połowie lat 70. XIX wieku, kiedy rozwija się główna akcja Lalki, ruch tak zwanych pozytywistów warszawskich znacznie osłabł i począł zanikać, jednakże w powieści główna postać, Wokulski, jak i jego przyjaciel Ochocki, głoszą poglądy pozytywistyczne.”

„Oczywiście Prus nie głosił nienawiści, wykazywał jedynie z głębokim przekonaniem, że arystokracja i szlachta są przeżytkiem w społeczeństwie polskim, które – wobec słabości inteligencji i mieszczaństwa – nie ma siły przewodniej.”

„Pisarz przedstawia w Lalce arystokrację jako odłam narodu, który [...] skutecznie poniża innych, ma wypracowany system i mechanizm traktowania i podporządkowania sobie ludzi z innych warstw społecznych [...].”

„Prus pokazuje, że kwintesencją salonu jest udawanie, gra, zabawa i rozrywka, które kształtują postawę i uczucia ludzkie. Konwenanse salonu uniemożliwiają właściwe porozumienie nawet ludzi bliskich sobie, połączonych więzami rodzinnymi lub towarzyskimi.”

„Prus, który w tej powieści, jak w żadnej innej polskiej powieści XIX wieku, zuchwale i przekornie traktował prawidła, reguły, konwencje i stereotypy narracji realistycznej tej epoki, sięga po wątek popularnego wtedy dramatu miłosnego, zapoczątkowanego na początku stulecia przez Waltera Scotta, konfliktu osadzonego na tle różnic stanowych. [...]”

„Prus pokazuje wielką pasję miłosną Wokulskiego, jego nieuchronną klęskę, jego zabiegi, nierzadko obłędne i niewydarzone, niezdarne, ośmieszające go w oczach narratora i czytelników, ale i potężne iluzje i wielkie otrzeźwienia, piękne gesty i wątpliwe decyzje. „

„Powieść Prusa jest głęboko pesymistyczna. Lalka radykalnie zrywa z tak powszechną w XIX wieku wiarą w postęp społeczny. Panuje w niej atmosfera zwątpienia i gorzkiego rozczarowania. Mimo bogactwa humoru, komizmu, komedii, farsy, tragikomedii, satyry oraz parodii i karykatury, pojawia się w jej przedstawieniu rzeczywistości nastrój dysharmonii, niezgody, i w miarę rozwoju opowiadania raz po raz – smutek, melancholia oraz rozczarowanie, trwoga i rozpacz.”

„Lalka to powieść wielowątkowa, ale te główne wątki są z sobą silnie powiązane gęstymi węzłami akcji, a nawet wzmocnione przez ich ujęcia analogiczne lub kontrastowe, które określić można ogólnie jako więzy sytuacyjne – retoryczne i obrazowe, według wyrażenia autora.”

„Na kartach powieści pojawia się, jak obliczono, pomijając tłumne sceny życia wielkomiejskiego, ulic, parków, teatrów, około trzysta postaci zidentyfikowanych, chociaż nie zawsze nazwanych.”

„Autor Lalki nie identyfikuje się jednak z Wokulskim, choć go ceni, ani z żadną inną postacią w powieści. Nikt nie jest porte-parole autora.”

W zakresie rozważań filozoficznych, często pojawiających się w powieści, wyróżniają się rozmyślania o sensie życia, istnienia człowieka. Najwięcej medytuje na ten temat główny bohater, którego myśli i wrażenia oscylują między afirmacją i negacją, między dążeniem do szczęścia osobistego a pragnieniem uznania i sławy, między imperatywem obowiązkowości a bezsensem życia.”

„Lalka jest przełożona na prawie wszystkie ważniejsze języki narodów europejskich, znalazła tłumaczy także w Chinach i Japonii. Na szczególną uwagę zasługuje jej wydanie we Francji. Kiedy się tam ukazała w 1962 roku, przeszło pół wieku temu, Jean Fabre, profesor literatury porównawczej i polskiej na paryskiej Sorbonie w wstępie do jej przekładu wskazywał, że niezwykłej oryginalności, bogactwa treści i nowatorstwa artystycznego Lalki nie pojęli wtedy krytycy ani polscy, ani europejscy. Pierwsi zapewne przez swoje zawężone historyczne i estetyczne horyzonty, a do europejskich badaczy literatury po prostu nie docierały wielkie dzieła narodowych literatur mniejszego obiegu, do których wtedy należała literatura polska. Fabre, pełen zachwytu dla odkrywanego przez siebie bogactwa problematyki społecznej
i psychologicznej oraz wielkiego kunsztu pisarskiego Prusa, stwierdzał z ubolewaniem: Historycy literatury europejskie ze swej perspektywy fatalnie nie docenili tej powieści.
To chyba ironia losu, o której tyle się mówi w Lalce, że Fabre o jakieś trzydzieści lat wyprzedzał polską krytykę, która uwolniona od zakazów i ograniczeń politycznych, ze wzbierającym rozmachem, pełniejszą świadomością historyczną, psychologiczną i teoretyczno-literacka podjęła i kontynuuje bardziej wszechstronne i pogłębione studia nad Lalką.”

Przegląd prasy przygotowała Aleksandra Gąsowska

 

GRUDZIEŃ 2017

W listopadowym numerze Nowych Książek (11/2017) wywiad Agnieszki Papieskiej z Klementyną Suchanow – autorką najnowszej biografii Witolda Gombrowicza GOMBROWICZ. JA, GENIUSZ.

„Często ludzie, którzy się Gombrowiczem zajmują czy fascynują, twierdzą, że ich przygniata, zabiera im siły, indywidualność. Ja tego nigdy nie odczułam. Dla mnie spotkanie z nim było zdrowe i wyzwalające, bez efektów ubocznych. Może właśnie dzięki temu mogłam sprostać temu wyzwaniu, jakim było napisanie jego biografii.”

„Starałam się wychodzić nie od teorii na temat Gombrowicza, nie od tysiąca analiz, które na jego temat napisano, tylko od fizycznej rzeczywistości.”

„Dużo czasu poświęciłam budowaniu kontekstu – poznanie jak najszerszego tła pozwala lepiej zrozumieć autora Kosmosu i odsłania błędy w dotychczasowych interpretacjach jego twórczości. Nie skupiałam się jednak na konfrontacji z innymi książkami na temat Gombrowicza, raczej poszukiwałam tych momentów w jego życiu, w którym można dostrzec, jak rodzi się artysta.”

„Przeprowadzam niezwykle szczegółowy research, ale zgromadzone wiadomości nie służą mi do tego, żeby zapełniać kolejne strony, tylko pomagają zrozumieć jakieś zjawisko, zbliżają do sedna problemu.”

„Czytając jego rękopisy, miałam wrażenie, że wręcz zostawia specjalne ślady, jakby chciał, żeby ktoś je potem podjął. Ślady dotyczące spraw, których być może sam nie chciał wyciągnąć publicznie.”

„[Rita Gombrowicz] również znajdowała tropy, które pomogły jej później nawiązać w Argentynie kontakty z osobami mogącymi rzucić nowe światło na wiele spraw.”

„Rita zamierzała pisać swoją książkę o życiu z Gombrowiczem po śmierci Gombrowicza. Jej pomysł powstał w tym samym czasie, kiedy ja myślałam o biografii. Ustaliłyśmy, że ja skończę swoją opowieść na śmierci Gombrowicza, a jaj książka będzie niejako ciągiem dalszym, więc będą się uzupełniać.”

”Kronos jest jak telegram albo jak zakodowana wiadomość. Występuje tam mnóstwo nazw ulic, miejscowości, ale zapisanych skrótem, często z błędami, które odcyfrować może tylko osoba znająca opisywane realia – w Polsce, w Argentynie, we Francji.”

„…rozmowy z Ritą odsłoniły przede mną nieznane pokłady wrażliwości Gombrowicza i uświadomiły stopień skomplikowania jego osobowości, większy niż wcześniej sądziłam.”

 

W tym samym numerze Nowych Książek (11/2017) także recenzja Tomasza Mizerkiewicza

„Wielka biografia GOMBROWICZ. JA, GENIUSZ Klementyny Suchanow pozornie nie wywraca do góry nogami dotychczasowych sposobów widzenia życiorysu autora Ferdydurke. Tysiącstronicowe dzieło przekonuje jednak, jak wiele przynieść mogą biografistyce jemu poświęconej drobiazgowe prace archiwistyczne.”

„Monografia nie reprezentuje owej dozy pretensjonalności, którą zdradzają biografie oparte na przekonaniu, iż to one wyjaśniają dzieło portretowanego artysty.”

„Tym samym życiorysowe materie ważne dla Suchanow – na przykład ruch kobiecy, los ofiar wojennych, znaczenie relacji osób wydobywanych z tłumu historycznego – ujawniają, że jest to biografia, która w istotny sposób wyraża współczesne uwrażliwienie historyczne.”

„Zwracają uwagę pewne chwyty kompozycyjne. Biografia podkreśla ważne dla pisarza przestrzenie – rodową Litwę, sandomierszczyznę, kolejne adresy w Warszawie i Buenos Aires, Berlin, Paryż oraz Vence. W ten sposób powstaje oryginalna bio-geo-grafia, opowieść o znaczeniu miejsc, obiektów, czy po prostu przedmiotów w życiu Gombrowicza.”

„Z niezwykłym taktem przybliża Suchanow ostatnie miesiące życia Gombrowicza, kiedy bywało, że kazał zatrzymać żonie samochód, aby bez przeszkód móc wypłakać swój lęk przed pewną śmiercią.”

„(…) poprzez biografię Gombrowicza można oglądać polską kulturę i historię XIX i XX wieku z równym zafrapowaniem i z równymi pożytkami poznawczymi, co poprzez jego dzieła literackie.”

 

W miesięczniku Odra (11/2017) ukazała się recenzja autorstwa Jacka Łukasiewicza.

„Książka Klementyny Suchanow GOMBROWICZ. JA, GENIUSZ nie jest ani suchą kroniką, ani popularnym czytadłem. Nie znajdziemy tu też analiz utworów pisarza, jedynie króciutkie ich streszczenie oraz nieliczne cytaty z recenzji. Jest to przede wszystkim opowieść o życiu niezwykłego polskiego autora, który osiągnął światową sławę, poprowadzona zgodnie z chronologią od jego urodzenia po zgon, jak pisał Bachtin, wieńczący życie i dzieło.”

„…opowieść Klementyny Suchanow ma własną , przez nią wybraną i uwewnętrznioną formę. Zawiera ona także projekt czytelnika. Idealnym (wirtualnym) jest czytelnik dobrze znający wszystkie utwory Gombrowicza. W realu zdarzać się będzie inaczej: niektóre z nich czytał bardzo dawno, inne zna raczej ze słyszenia.”

„Wszystko jest w książce znakomicie udokumentowane.(…) Czasem ta skrupulatność wydaje się trochę przesadna, gdy autorka za Kronosem oraz innymi świadectwami identyfikuje z imienia i nazwiska rozlicznych jego (Gombrowicza) erotycznych partnerów płci obojga (z przewagą płci męskiej). Może lepszy byłby łut dyskrecji?”

„I gdy kończy się ta książka wiem, że zostałem przez nią zagarnięty. Że mimo wszystko uległem jej epickiemu wymiarowi.”

 

W listopadowym numerze Teatru (11/2017) krótki felieton Jacka Kopcińskiego na temat biografii Gombrowicza Klementyny Suchanow.

Kopciński przywołuje fragment opisujący pobyt Gombrowicza w Berlinie i jego pierwsze spotkanie z szeroką publicznością - wygłupy autora z czytaniem Ferdydurke po niemiecku - a zaraz potem niefortunną rozmowę z Barbarą Witek-Swinarską.

„W Ataku, najbardziej dramatycznym rozdziale nowej książki Suchanow, czytamy o lęku Gombrowicza przed uprowadzeniem, jego myślach samobójczych i dwóch miesiącach spędzonych w szpitalu (raczej z powodu paniki pacjenta niż zdiagnozowanej grypy). Atak nadszedł z Polski, gdzie przeciwko powracającemu do Europy pisarzowi SB rozpętało polityczną nagonkę.”

„Po publikacji Swinarskiej Gombrowicz wysłał do kraju list, ale wydrukowała go tylko jedna gazeta literacka, trzy miesiące później. Tymczasem zaatakowały go także sterowane z Polski pisma emigracyjne, a bliskie mu redakcje niezależne: Radio Wolna Europa i paryska Kultura, rywalizując ze sobą pozostawiły pisarza samego. Stypendysta Fundacji Forda nie mógł też liczyć na pomoc Amerykanów, zajętych dużo ważniejszymi sprawami niż chronienie mało znanego pisarza z Polski. (…) W zderzeniu z realiami zimnej wojny prawdziwy geniusz intelektu wykazał się wręcz dziecinną naiwnością. Na ostatniej fotografii z Berlina widać, jak osamotniony, przestraszony i podupadły na zdrowiu idzie do samolotu w towarzystwie niemieckiego oficera.”

LISTOPAD 2017

W Pamiętniku Literackim (Zeszyt 1/2017)  ukazał się artykuł Szymona Wróbla (UW) pt. Co to jest dziennik? Wstęp do lektury dzienników Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka.

„Z pewnością pisarz, który nie potrafi pisać o sobie, by wyjść z nory lub stworzyć zarys samego siebie, jest niekompletny.(…) Tak, pisarz pisze sobą – sobą upadłym, rozpadłym, popadłym w uzależnienie od świata, odpadłym od siebie samego.”

„Dziennik jest częścią nie tylko terytorium, ale i czasu: odkrywa swoje pasje, ujawnia swoje rzeczywiste motywacje, realne interesy dopiero po śmierci autora, tak jak stało się w przypadku Dzienników Marii Dąbrowskiej, które skorygowały to, czym Dąbrowska była i jest w świadomości Polaków.”

„Dzienniki Gombrowicza i dzienniki Mrożka skierowane są właśnie w stronę upadku jestestwa: w stronę przeciążenia życia, zwracają się przeciw temu wszystkiemu, co wytwarza ciężar w życiu i ciężar życia.”

„Dzienniki odbijają się w dziennikach, dzienniki czytają dzienniki. Pisze Gombrowicz w poniedziałek 1958 roku – Namiętnie uprawiam czytanie dzienników, wciąga mnie jama cudzego życia, choćby przyozdobiona, a nawet skłamana – ale, tak czy owak, to rosół na smaku rzeczywistości i lubię wiedzieć, że na przykład, 3 maja 1942 roku Bobkowski uczył żonę jeździć na rowerze w lasku Vincennes. A ja? Co robiłem w tym dniu?”

„Wielka literatura jest dziennikiem, tzn. czasem uprawy dnia skrywającego prawdę nocy. Dziennik jest różnorodnością, jest miejscem wyłaniania się różnic, jest przestrzenią różnicowania, na której kłosy zbóż szukają swojej pojedynczości.”

 

W miesięczniku Teatr (nr 7-8/2017) wywiad z aktorem gombrowiczowskim – Marianem Opanią, który zagrał Siemiana w Pornografii (1983), Pyckala w Trans-Atlantyku (1984), Profesora Skolińskiego w Opętanych (2000) oraz Króla Ignacego w dramacie Iwona, księżniczka Burgunda (1994).

„Cenię wszystko to, co zagrałem w sztukach Witolda Gombrowicza i adaptacje jego powieści. W rolę króla Ignacego włożyłem wszystkie moje siły psychofizyczne. Od mojego ryku w jednej ze scen miałem popękane naczynka w oczach, a po przedstawieniu oczy wyglądały jak u wilka. Nie wiem, czy to przynosiło oczekiwany efekt u publiczności, a zwłaszcza krytyki, to już temat na zupełnie inną rozmowę. Siemiana, dowódcę oddziału, który zdezerterował, zagrałem na moje wejście do Teatru Ateneum. Mój ojciec był oficerem Armii Krajowej, zginął w Powstaniu Warszawskim na Mokotowie, rodzinny kontekst był dla mnie ważny. Pamiętam jak po premierze Pornografii Warmiński powiedział do mnie: Panie Marianie, pan będzie grać w tym teatrze dużo.”

 

W tym samym numerze miesięcznika Teatr (7-8/2017) recenzja przedstawienia teatralnego Iwona, księżniczka Burgunda w reżyserii Sachy Nathana w Hassisches Landestheater w Marburgu. Autorką recenzji jest Natalia Staszczak-Prufer.

„ W promowaniu Gombrowicza w Niemczech bardzo dużą rolę odegrał Andrzej Wirth, który jako teatrolog, tłumacz i założyciel Instytutu Teatrologii Stosowanej na Uniwersytecie Giesseńskim jest wciąż jednym z najbardziej cenionych badaczy teatru w Niemczech. W 1967 roku Wirth przyczynił się do wydania dwóch tomów polskich dramatów w antologii Modernes Polnisches Theater, które opatrzył wstępem. Jednym z utworów był Ślub Gombrowicza, który już rok później został wystawiony w Berlinie (Zachodnim).”

„Zdawać by się mogło, że Niemcy mają skąd czerpać informacje związane z postacią Gombrowicza oraz jego twórczością i filozofią. Najnowsza premiera na podstawie Iwony… w teatrze Hassisches Landestheater w Marburgu, mieście uniwersyteckim w Hesji, pokazała jednak dotkliwie, jak brak tej wiedzy może spłycić sztukę Gombrowicza do poziomu farsy.”

„Ma być wesoło, kiczowato i na luzie. I tak przez 150 minut.”

„Nie ma głębszej intrygi między postaciami, niewinnej prowokacji, która nabiera tempa i powoduje okrutną chęć mordu. Nie ma formy, nie ma gęby. Są często kiczowate dowcipy, dodane kwestie i aktorzy zwracający się do księcia Filipa angielskim akcentem: prince.”

"Reżyserem spektaklu jest Sacha Nathan, który od 2009 roku występuje jako aktor na deskach teatru Schauspiel we Frankfurcie, a szerzej publiczności jest bardziej znany między innymi z telewizyjnego serialu kryminalnego Tort. Utwór Gombrowicza jest jego debiutem reżyserskim.”

„Dość oryginalnym, choć w gruncie rzeczy prostym pomysłem, wykorzystanym także w realizacji Iwony… w Zurychu, w 2015 roku, było wcielenie się w postać Iwony aktora płci męskiej (Karlheinz Schmitt).”

„Ywonne. Prinzessin von Burgund w reżyserii Sachy Nathana może w oczach publiczności wykrzywiać obraz jednego z najbardziej znanych polskich dramatopisarzy w Niemczech. Witold Gombrowicz nie był chyba aż tak dowcipnym pisarzem, jak wydawać by się to mogło po obejrzeniu spektaklu z Marburga. Chyba, że to też tylko gęba.”

 

W miesięczniku Twórczość (nr 7-8/2017) ukazała się recenzja filmu Kosmos, autorstwa Michała Bandury.

„… z wielką ciekawością obejrzałem Kosmos, ostatnie dzieło niedawno zmarłego Andrzeja Żuławskiego.”

„Kosmos to wielka metafora epistemologiczna, jedna z ostatnich w naszej literaturze (dzisiejsi pisarze już się na takie rzeczy nie porywają), a więc utwór o tym, jak umysł ludzki poznaje świat, jak usiłuje połączyć dostępne dane w jedna całość albo też, w tym przypadku, jak owych danych w całość złożyć nie może.”

„Wydaje się, że ta sfera onto- i epistemologiczna w zasadzie Żuławskiego nie interesuje. Rzeczywistość otaczająca bohaterów wydaje się tu dość zwyczajna, nawet wiszący na druciku wróbel nie wywołuje efektu niesamowitości.”

„Reżyser rezygnuje z prób stworzenia filmowych ekwiwalentów tego rodzaju technik, a rozmaite chwyty defamiliaryzacji przedstawienia znane z wcześniejszych jego filmów zostały tutaj mocno stonowane. Niesamowitość, jeśli w ogóle się pojawia, wynika z tego, co rozgrywa się między bohaterami.”

„Witold filmowy: bohater, który, jak się dowiadujemy otrzymał imię na cześć autora Ferdydurke, nie rozstaje się z laptopem służącym mu jako maszyna do pisania, nieustannie i histerycznie dramatyzuje swój akt kreacji.”

„Lena Żuławskiego natomiast musi być oczywiście bardzo kobieca, skończenie piękna. I musi być muzą dla artysty – Witolda.”

„Najciekawsza – może też najbardziej gombrowiczowska – postać w filmie to z pewnością Leon. Żuławski stworzył figurę niejednoznaczną, niejednowymiarową: grający podstarzałego pana domu Jean Francois Balmer jest chwilami tak samo kabotyński, jak młodociany artysta Witold, ale bywa też filuterny, rubasznym niemal dostojny, wreszcie w pewnym momencie ociera się o wzniosłość.”

„Komizm okazuje się tu ważną kategorią, już po zakończeniu akcji właściwej, a przed napisami końcowymi zamieszczono kilka ujęć z planu, które nie weszły do filmu: widzimy jak aktorzy wygłupiają się, jak trup Ludwika zdejmuje sobie pętlę z szyi itd. Żuławski posłużył się zatem chwytem typowym dla kina komediowego.”

„A zatem twórczość, miłość (…) komizm – to kluczowe tematy i kategorie estetyczne dla rozumienia ostatniego filmu Żuławskiego. I może jeszcze jedna rzecz: romantyzm.”  

 

W miesięczniku Twórczość (nr 7-8/2017) znajdziemy także artykuł Jerzego Franczaka o narodzinach arcydzieła, a konkretnie o przyjściu  na świat Ferdydurke.

„Z perspektywy czasu Ferdydurke może jawić się jako arcydzieło kompletne, jakby wyjęte z czasu, ze zwykłego następstwa jego faz. Ale jest to zarazem genialny wykwit kultury dwudziestolecia międzywojennego – tej sceptycznej, liberalnej i nowatorskiej formacji, która osiągnęła apogeum z końcem lat trzydziestych, w przededniu katastrofy.”

„Gombrowicz – podobnie jak Schulz i Witkacy – pozostawał jak najdalszy od cywilizacyjnego optymizmu. Z rosnącym niepokojem obserwował wzrost nacjonalizmów i zaciemnianie się horyzontu politycznego, jako jeden z pierwszych dostrzegł zbliżający się kataklizm. Irytowała go głupota jego współczesnych, podobnych Młodziakom z Ferdydurke – racjonalnych, bezrefleksyjnych, wierzących ślepo w dobrodziejstwa nowoczesności i humanistyczne frazesy.”

„Przez cały XIX wiek kultura polska pozostawała kulturą wydziedziczonego narodu i rozwijała się w cieniu wspólnotowych obowiązków. Sztukę i literaturę obarczano patriotycznymi powinnościami; miały one przypominać o minionej świetności, pielęgnować ojczysta mowę i narodowe tradycje, wreszcie rozwijać tradycje narodowowyzwoleńcze, wzywać do buntu i zagrzewać do walki. Na przestrzeni stu dwudziestu trzech lat polska literatura albo przyjmowała na siebie patriotyczne obowiązki, albo buntowała się przeciwko temu serwitutowi.”

„Witold pozostał w cywilu, co postrzegano w kategoriach dezercji. Nie dostąpił inicjacji w męskość, wycofał się w młodość i nieokreśloność. Wtedy właśnie zrozumiał swoją misję – zapragnął ocalić indywidualne ja przed zakusami zbiorowości, przed myślowymi schematami i ogólnym zesztywnieniem. Nie wiedział jeszcze zapewne, że rozpoczyna walkę z dominującymi prądami epoki, która zdefiniuje jego życie i jego pisanie…”

„Podkreślał on z całą mocą, że istnieje zależność łącząca najbardziej własny świat refleksji i wyobraźni ze wspólnym światem historii i polityki: mój sposób patrzenia – pisał o momencie narodzin Ferdydurke – miał bezpośredni związek z ówczesnymi wypadkami: hitleryzmem, stalinizmem, faszyzmem.”

„Czy nie jest tak, że wielkie wydarzenia przerastają naszą chłonność, z kolei małe wymykają się naszemu rozumieniu? (…) Niezwykłość Ferdydurke zasadza się między innymi na tym, że ta sprzeczność staje się przedmiotem inscenizacji. Powieść zaczyna się niczym odpowiedź krytykom: u jej źródeł leżą jednostkowe zadrażnienia i osobiste porachunki.”

 

W październikowym numerze Twórczości (10/2017) ukazał się artykuł Anny Baranowej  Józef Czapski – Niepokoje malarza

„Józefa Czapskiego można nazwać mistrzem niepewności. Gdy wertuję jego dzienniki, trudno mi znaleźć stronę, na której nie pisałby o swoich niepokojach egzystencjalnych i artystycznych.”

„Artysta od młodości do końca miał kompleks pracy. (…)Siedzi w nim mocny cenzor wewnętrzny.”

„Czapski miał znaczne, bo wycierpiane i płynące z własnego doświadczenia, zrozumienie, na czym polega specyfika pracy twórczej, w tym pracy malarza.”

 „Nie dość intensywne zajmowanie się sztuką brało się jednak nie tylko z nadmiaru obowiązków publicznych, ale także ze zwątpienia w jej sens.”

„Starość objęła u Czapskiego, z racji jego długiego życia, okres trwający ponad trzydzieści lat. Był to czas permanentnego kryzysu, ale jakże płodnego w twórczość.”

 

W październikowym numerze Twórczości  (10/2017) wywiad Magdy Rodak z Murielle Gagnebin – autorką pierwszej monografii o Józefie Czapskim, Francuzką szwajcarskiego pochodzenia, uczennicą Jeanne Hersch, krytyczką sztuki, wykładowczynią uniwersytecką, psychoanalityczką.

„Co tydzień dzwoniliśmy do siebie. Dwa razy w tygodniu pisaliśmy do siebie listy: o tym, jak idzie nam praca, o postępach w pisaniu książki, o przedstawieniu teatralnym, na którym on (Czapski) ostatnio był, o Dostojewskim, o malarzu, który go porusza, na przykład o Nicolasie Stael; o głębokim wzruszeniu, z jakim wracał do lektury Norwida. A kiedy był na wakacjach w Dinard, pisał o znaczeniu plamy koloru wody, którą próbował namalować, a której nie był w stanie oddać w obliczu oceanu.”

 

We wrześniowym numerze Nowych Książek (9/2017) ukazała się recenzja dwóch tomów korespondencji Czapski - Hering (Gdańsk: Fundacja Terytoria Książki, Biblioteka Mnemosyne 2016). Autorem recenzji jest Magdalena Czoch.

„Czapski jest rozpoznawalny. Jeśli nie jako malarz, autor dzienników, eseista, to przynajmniej jako współtwórca Kultury paryskiej, autor Na nieludzkiej ziemi, jako ten, który na polecenie generała Andersa poszukiwał w ZSRR zaginionych oficerów – ofiar zbrodni katyńskiej, jak się potem okazało. Po wojnie mieszkał aż do śmierci w siedzibie Kultury w Maissons-Laffitte pod Paryżem. O Ludwiku Heringu mało kto słyszał. Autor zbioru opowiadań wojennych Ślady, współtwórca Teatru Osobnego z Mironem Białoszewskim i swoją siostrzenicą Ludmiłą Murawską – Peju. Po wojnie Łódź, potem Warszawa. Tyle. Jest wielkim nieobecnym polskiego teatru i polskiej literatury, jak pisał o nim Adam Zagajewski w posłowiu do wydanej korespondencji. (…) Ta korespondencja jest zapisem spotkania dwóch silnych osobowości, które kształtowały rzeczywistość wokół siebie. To zapis czułości, bliskości, miłości przeradzającej się z upływem czasu w przyjaźń, wzajemnego podziwu i wsparcia, ale też sporów, a czasem bojaźni, że są dla siebie nieczytelni, że w ich słowa wkradają się fałszywe akcenty.”

Listy ukazały się przy współpracy z Instytutem Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, w zawsze dbającej o stronę estetyczną Bibliotece Mnemosyne.

 

W kwartalniku Respublika (3/2017)  znajdziemy artykuł Moniki Żychlińskiej – Randka w Muzeum. Splot zmysłowości, wiedzy i władzy. Autorka cytuje opinie badaczy, zajmujących się funkcjonowaniem i rozwojem współczesnych muzeów – instytucji, które w dzisiejszych czasach muszą konkurować o uwagę publiczności z centrami sportowymi, galeriami handlowymi i parkami rozrywki.

„Muzea, które odniosły frekwencyjny sukces, działają jak sprawnie zarządzane firmy. Celem jest stworzenie rozpoznawalnej marki, stąd tak wiele uwagi poświęca się estetyce: architekturze i designowi, jak też działaniom na rzecz zwiększenia widoczności i kreowania publicznego wizerunku.”

„Nowe muzeum jest w pewnym sensie spełnieniem marzeń o wehikule czasu.”

„Muzea nadają sens i znaczenie przeszłości – objaśniają świat. Ich zadaniem jest w przekonujący sposób opowiedzieć historię z tezą, pod którą jest napisany scenariusz zwiedzania. Wypowiedź muzealna jest konstruktem pamięci, który więcej mówi o czasach i warunkach, w których powstał, niż o przeszłości, której dotyczy.”

„Jakie będą muzea jutra? Przed nami wiele wyzwań. Postawienie na interaktywny i multimedialny sposób komunikacji wymusza nieustanne śledzenie nowych trendów, nic bowiem nie starzeje się szybciej niż nowoczesne technologie.”

Przegląd prasy przygotowała Aleksandra Gąsowska

Instytucja współprowadzona przez Samorząd Województwa Mazowieckiego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

  • Logo Mazowsze
  • Logo MKiDN