Czytelnia : Gombrowicz

CzytelniaCzytaliśmy, polecamy

Rozpoczynamy cykliczne przeglądy czasopism literackich, które od dziś co dwa-trzy tygodnie będziemy publikować na naszej stronie internetowej: muzeumgombrowicza.pl , w zakładce Czytelnia.

To nowa propozycja dla tych, którzy nie maja czasu albo możliwości regularnego przeglądania najważniejszych polskich czasopism poświęconych literaturze.

KWIECIEŃ 2018

We wstępie do miesięcznika Teatr (nr 3/2018) Jacek Kopciński recenzuje Trans-Atlantyk Gombrowicza wystawiany aktualnie na deskach Teatru Ateneum w Warszawie.

„Jak trwoga, to… do Gombrowicza oczywiście! Ale czas nas ocalił? Finał premierowego Trans-Atlantyku w Ateneum nie napawa optymizmem. Ten wyśmienity spektakl kończy się marszem zmilitaryzowanych Kawalerów Ostrogi, w których przedzierzgnęli się polscy patrioci na obczyźnie, Baron, Pyckal i Ciumkała, wcześniej ukazani w formie mocno zdegradowanej, jako bazarowi handlarze kiełbasą, pirackimi cedekami i koszulkami z orłem.”

„Przemysław Bluszcz pięknie naśladuje miny Witolda, jego arystokratyczny Dziubek i filozoficzny ryjek, najczęściej jednak gra zdziwienie, jakby w ogóle nie odpowiadał za całą tę patriotyczną awanturę. Niewiniątko!”

„Czego nas ostatecznie uczy ten Gombrowicz? Czy nie tego, że w pułapce tkwimy tragicznej, choć tylko psychoanalitycznej? Ładna nauka! Może więc do kogo innego po radę się udać? Najpierw  przez prawie sto lat Polacy słuchali Mickiewicza. Potem nastał Gombrowicz i od wojny odrabiamy go sumiennie, w literaturze i na scenach, a trzeba przyznać, że żaden autor tak polskim aktorom nie leży, jak właśnie on.”

„Nie masz więc nadziei? Tak, jak wiadomo, umiera ostatnia, pytanie jednak, czy potrafimy rozegrać nasze konflikty inaczej, niż zaplanował to dla nas Gombrowicz? Czy zjawi się w polskim teatrze autor, który pomyśli nas na nowo, ale równie poważnie i na tyle głęboko, byśmy chcieli mierzyć się z jego diagnozą dłużej niż jeden wieczór?”

W Teatrze (nr 3/2018) znajdziemy artykuł Michała Smolisa poświęcony Wiesławowi Michnikowskiemu.

„Autoironiczne aktorstwo dowodziło dystansu aktora do postaci, ale było też znakiem świadomej twórczości dojrzałego artysty.”

„Kompleksy, neurozy, stan permanentnego zagrożenia nie wzięły się znikąd. Bohater współczesnego dramatu drugiej połowy XX wieku został naznaczony dwiema katastrofami, dwiema wersjami końca świata: drugą wojną światową i bombą atomową, a później życiem w cieniu zimnej wojny i strachem przed wojną nuklearną. W latach 1939 -1945 świat się rozpadł, a człowiek nie potrafił się już pozbierać. Dla artystów generacji Michnikowskiego (urodzonego w 1922 roku) wojna była doświadczeniem formującym, a pamięć Zagłady źródłem, do którego odwoływali się w pracy.”

„Michnikowski całe życie wypierał wojenną traumę, ale to, co miało pozostać ukryte, wydostawało się szczelinami na powierzchnię, stany lękowe, depresje opisywane przez współczesną literaturę dramatyczną, spotykały się z przeżyciami aktora i pamięcią jego ciała.”

W tym samym numerze miesięcznika Teatr (nr 3/2018) recenzja Jolanty Kowalskiej przedstawienia Pidżamowcy (Mariusz Sieniewicz/reż. Marcin Liber/Wrocławski Teatr Współczesny).

„Boję się szpitala, zastrzyków, nocników i okrucieństwa lekarzy – pisał Marek Hłasko. Jeden z największych twardzieli Polskiej literatury wyznał, że zamiast pod kroplówką, wolałby zginąć tak, jak koledzy-szoferzy, którzy roztrzaskali się w górskich przepaściach. Kilkanaście lat później przedawkował środki nasenne. Lęk przed chorobą i długim umieraniem w cierpieniu nurtował też Gombrowicza. Autor Ślubu na długo przed śmiercią oswajał się z myślą o samobójstwie: rozważał skuteczność metod, badał dostępność środków, prowadził na wpół zakonspirowaną korespondencję z lekarzem na temat medykamentów, które mogłyby oddać samarytańską przysługę w skutecznym rozstaniu z życiem. Swoje ostatnie dzieło planował poświęcić bólowi.”

„Wyzwanie to, niezrealizowane przez autora Trans-Atlantyku, podjął Mariusz Sieniewicz w dramacie Pidżamowcy, nagrodzonym w konkursie Strefy Kontaktu, który od kilku lat już organizuje Wrocławski Teatr Współczesny. Tekst korzystający pełnymi garściami  z konwencji czarnej komedii, jest w istocie symfonią bólu, rozpisaną na członki, organy i trzewia.”

„Liber znakomicie łączy barokowość językowych wariacji Sieniewicza na tematy medyczne z popkulturową wyobraźnią i wizualnym wyrafinowaniem. Jego spektakl jest pełną frenezji, niestroniącą od makabry i ryzykownego humoru narkotyczną rewią, którą rządzą dwa człekokształtne duchy bez twarzy, w trykotach w szaro-białą szachownicę, jakby wycięte ze szpitalnej lamperii.”

W miesięczniku Twórczość  (nr 1/2018) recenzja Piotra Kępińskiego książki Kornela Filipowicza Moja kochana, dumna prowincja.

„Nowelista jest jak poeta. Nie schlebia, nie rozwleka, nie dopisuje, tylko wymaga od czytelnika współczytania i dopowiadania. Zatrzymuje się w opowieści, nie przekracza tej cienkiej granicy, za którą rozciąga się wielka panorama. Ta panorama musi się sama zbudować w wyobraźni odbiorcy.”

„To przypadek Kornela Filipowicza, pisarza przez ostatnie lata trochę zapomnianego, ale obecnie powracającego, może nie triumfalnie, niemniej jednak w sposób, którego nie da się nie zauważyć. Bo przecież Moja kochana, dumna prowincja to książka wydana w końcu przez Znak. Wybory dokonała Justyna Sobolewska.”

„Z całą pewnością warto wracać do tych opowiadań, chociażby po to, żeby przekonać się, jak wiele z tematów, o których przed dekadami  pisał Filipowicz, jest aktualnych. Jak wiele z nich porusza do dzisiaj. Dlaczego? Dlatego, że dekoracje się zmieniają, ale natura ludzka już niekoniecznie. A ludzi Filipowicz opisywał wręcz koncertowo.”

„Kiedy dzisiaj po latach czyta się jego opowiadania, odnosi się wrażenie, że autor, choć potrafi być drobiazgowy, celowo pomija pewne elementy życia, Zachowuje się więc jak rasowy poeta, którym zresztą Filipowicz był (…) I tę poezję w jego prozie doskonale słychać, zwłaszcza w opisach ludzi i w puentach.”

W miesięczniku Twórczość (nr 1/2011) także recenzja Michała Piętniewicza książki Pawła Dybla Mesjasz, który odszedł. Bruno Schulz i psychoanaliza.

„Książka Pawła Dybla dotycząca twórczości Brunona Schulza jest najnowszym odczytaniem dzieła skromnego geniusza z Drohobycza. Zwraca w niej uwagę świetny warsztat literaturoznawczy, metodologiczny oraz krytycznoliteracki.”

„Metoda psychoanalityczna ujawnia pisarza przede wszystkim jako tego, który uwikłany jest w szczególny rodzaj zależności seksualnych wobec kobiet (poddaństwo, masochizm), jak
i tego, który trochę wygnany został ze świata, w którym przyszło mu żyć.”

„To, co jawi mi się jako najoryginalniejsze w pracy autora Mesjasza, który odszedł, to wydobycie owego smutku wpisanego w odchodzenie, smutku kojarzonego z rozpadem, umieraniem, rozstaniem, naginaniem wszelkich więzi, które okazały się zupełnie nietrwałe (jakby wiechcie słomy), a pozornie wyglądały na silne, trwałe i wieczne.”

„Świat Schulza w interpretacji Pawła Dybla to świat de facto pozbawiony Boga czy nawet wyższej, metafizycznej sankcji. To świat podróbki, imitacji, kukieł, masek, panopticum figur woskowych, których nie ożywia żaden ruch istotny, żadna siła życiowa – poeta transcendentnie.”

W tym samym numerze miesięcznika Twórczość (nr 1/2018) Michał Piętniewicz pisze
o prozie Brunona Schulza . Tekst nosi tytuł Zmartwychwstanie rudymentu.

„Wielowątkowe bogactwo tej prozy jest w zasadzie potencjalnie niewyczerpane. Tkwi tam ogromna potencjalność stwarzania, dzieworództwo, pierworództwo, zmartwychwstanie, schodzenie do pierwocin, do głębi, do matek, do korzeni, fundamentów, mitycznego archetypu, dzięki któremu świat staje się, dzieje, zmienia na oczach narratora.”

„Zasadniczym pragnieniem tej prozy jest pragnienie szlachetne i z ducha lewicowe, to znaczy pragnienie naprawy świata.”

„Krajobraz Schulzowski to świat po katastrofie, który przeszedł przez wiele sit o ciasnych okach. Niemożliwe jest chyba jego ocalenie przy pomocy mitu głębi. Ale również Demiurgos tandety i powierzchni nie staje na wysokości zadania. Być może pewną odpowiedź dawałaby tutaj zaginiona powieść Schulza Mesjasz, być może receptą byłoby odnowienie, reintegracja oraz regeneracja. Być może świat powinien narodzić się na nowo w odnowionym micie.”

W lutowym numerze Twórczości (nr 2/2018) recenzja Grażyny Obrąpalskiej dotycząca książki Radosława Romaniuka Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza tom 2.

„Drugi tom biografii to znakomicie udokumentowana, zdyscyplinowana chronologicznie, starannie skonstruowana i świetnie napisana opowieść połączona z doskonałą analizą literacką. Jej epickość dobrze komponuje się z szerokością tematu.”

„Jest koniec wojny. Na Stawisko przychodzi cała procesja ocalonych. Jeden z nich mówi: Przyszedłem ucałować kraj szaty pańskiej żony. (…) Anna Iwaszkiewiczowa wspominała wojnę jako moralnie najczystszy okres w ich życiu.„

„W biograficznej narracji, o czym słusznie pamięta Romaniuk, nie opuszcza nas ani na chwilę Iwaszkiewicz – pisarz. To niezmiernie ważny element, najistotniejsza rola życiowa i powołanie. Wojna trwa, Iwaszkiewicz pisze. W marcu 1944 roku kończy Matkę Joannę od Aniołów. Opowiadanie powstaje, jak celnie podkreśla autor biografii, w poprzek rzeczywistości.”

„Bardzo ładny rozdział poświęca Radosław Romaniuk pieskom, ważnym mieszkańcom Stawiska. Towarzysze spacerów, obdarzane miłością – szczególnie Tropek – odwdzięczały się bezinteresownym uczuciem. Pojawiają się tak często w zapisach dziennikowych, listach, że przypada im nieśmiertelność. Ostatnie - Migdał, jego matka Aza, przybłęda Reksio – były, jak pisał Iwaszkiewicz, tylko zwyczajnymi pieskami. (…)W rodzinie Iwaszkiewiczów mówiło się, że pies ma zawsze rację. Nawet jak kogoś pogryzł.”

„W drugim tomie Innego życia jego biograf patrzy na Iwaszkiewicza chłodniejszym okiem, z większym dystansem. Nie pojawiają się sądy wartościujące, o tym jak z godnością znosił restrykcje rodziny (Lilpopów) gdy przeciwko Iwaszkiewiczowi zastosowano wszelkie możliwe szykany (odnoszące się do okresu po wybuchu choroby Anny, kiedy powstała Rada Rodzinna, uniemożliwiająca mu korzystanie z majątku żony), które zdarzały się w pierwszym tomie biografii.”

„Wielkimi zaletami Innego życia są świetne analizy literackie, którym powinno się poświęcić osobne, obszerne omówienie. Zdyscyplinowana narracja książki tworzy szkielet, bez którego tak obszerny temat byłby trudny do podtrzymania.”

W Twórczości (nr 2/2017) także recenzja Adama Komorowskiego Dziennika podróży
na Ocelorę
Rajminda Kalickiego.

„Literatura Zachodu tak zabrnęła w diarystykę, że odwrót zdaje się niemożliwy.”

„Czasami zastanawiam się, czy aby lektura dzienników nie zastępuje nieco wstydliwej lektury romansów z wyższych sfer.”

„Chronologiczne zapiski, notowane z zaznaczeniem daty, mają swoje początki w księgach rachunkowych. Znaleziono taką w Pompei. Jeszcze nasze babcie skrupulatnie notowały wydatki i potrafiły dokładnie wytłumaczyć, na co i kiedy wydały przyniesione do domu przez mężów pieniądze. Współczesne dzienniki pozostają nadal w związku z obrachunkami.”

„W dziennikach interesuje nas najbardziej obraz świata zbudowany nie z lektur, ale ze zdarzeń i myśli, które świadectwom pisanym umykają. W samej idei dziennika zawarta jest pewna sprzeczność, dziennik ma zapisywać to, co zapisywane nie jest.”

„Można zaryzykować twierdzenie, że podróż jest źródłowym impulsem diarystyki Kalickiego. Tym razem ta podróż jest powrotem, z Argentyny do Polski. Dialektyka relacji Polska – Argentyna u Kalickiego to temat na osobną rozprawę, która mogłaby mieć tytuł Polska  i Argentyna w dziennikach Gombrowicza i Kalickiego.”

W marcowym numerze miesięcznika Twórczość (nr 3/2018) recenzja Leszka Bugajskiego najnowszej książki Macieja Płazy Robinson w Bolechowie.

„Debiut prozatorski teoretyka literatury i cenionego tłumacza Macieja Płazy był jednym z literackich wydarzeń 2015 roku. Szczęśliwie tom Skoruń został dostrzeżony i był nagradzany, a przynajmniej nominowany do rozmaitych nagród. Minęły dwa lata i Płaza wydał następną prozę – powieść Robinson w Bolechowie, na którą wielu czekało, a wielu innych z zawistną nadzieją spodziewało się, że nie dorówna ona debiutowi, zgodnie z nie do końca prawdziwym przeświadczeniem, że jedną książkę to każdy napisze, ale dopiero druga jest sprawdzianem talentu i zaświadcza o tym, że autor rzeczywiście jest pisarzem. Więc informacja podstawowa jest taka, że Płaza jest prawdziwym pisarzem.”

W kwietniowym miesięczniku Nowe Książki (nr 4/2018) rozmowa Marty Ewy Rogowskiej z Tomaszem Korpyszem na temat Muzeum Norwida.

„Norwid  to chyba jedyny z naszych wielkich twórców, który nie ma własnego Muzeum, a nawet stałej wystawy.”

„Współczesne muzea literackie są bardzo różne. W Polsce takich miejsc upamiętniających twórców jest około 100. W niektórych rzeczywiście znajdują się tylko zakurzone gabloty z fajką, okularami i kilkoma wydaniami książek. Ale są tez takie, które wokół pisarza budują życie kulturalne. Chcielibyśmy, żeby Muzeum rzeczywiście prezentowało Norwida z różnych stron: pokazywało jego życie, jego twórczość – także tę plastyczną.”

„Nam zależy jednak , by Muzeum powstało w miejscu, w którym Norwid żył, z którym był realnie związany. Na Mazowszu takich miejsc jest kilkanaście, ale najbardziej związane z poetą są dwa: Laskowo-Głuchy oraz właśnie Dębniki. To majątek Ksawerego Dybowskiego, który był drugim mężem babki Norwida, jego ojcem chrzestnym i prawnym opiekunem
po śmierci rodziców.”

W tym samym numerze Nowych Książek (nr 4/2018) recenzja Sławomira Buryły książki Jerzego Madejskiego Praktykowanie autobiografii.

„Truizmem jest konstatacja, że literatura autobiograficzna cieszy się dziś szczególnym zainteresowaniem czytelników. Jakkolwiek autobiografia również w epoce PRL miała swoje liczne, niezwykle ciekawe realizacje, to po obaleniu komunizmu osiągnęła poziom nieporównywalny z piśmiennictwem polskim lat 1945-1989.”

„Jak stwierdza autor, jego rozważania mieszczą się między dwoma biegunami – autobiografią jako gatunkiem ukazującym przebieg jednostkowego życia i autobiografizmem jako postawą autora wobec swoje twórczości.”

„W zespole Dzienniki autor zajmuje się – poza kilkoma wyjątkami – przekazami autobiograficznymi koryfeuszy prozy i poezji Polskiej XX wieku. W tej grupie znajdziemy Tadeusza Różewicza i Witolda Gombrowicza.”

W Nowych Książkach (nr 4/2018) recenzja Wojciecha Kaliszewskiego książki Józefa Łobodowskiego Poeta wobec sejsmicznych ruchów historii.

„Zmarły na emigracji w Madrycie przed równo trzydziestu laty Józef Łobodowski był postacią doskonale znaną czytelnikom paryskiej Kultury, Zeszytów Historycznych czy londyńskich Wiadomości. Publikował dużo. Na łamach emigracyjnych czasopism ogłaszał artykuły, wiersze i przekłady poetyckie. Mówiono o nim jako o ostatnim przedstawicielu szkoły ukraińskiej w poezji Polskiej.”

„Wśród tekstów antologii znalazły się też artykuły polemiczne. Ujawnia się w nim prawdziwie wojowniczy temperament Łobodowskiego. Warto na przykład w tym kontekście wskazać na obszerny, zamieszczony także w Kulturze z 1950 roku, tekst Tym razem w obronie poetów. Była to obrona poetów, jak również atak w ich imieniu na tych, którzy – jak na przykład Witold Gombrowicz – z poezją i poetami nie wiązali wówczas przyszłości polskiej literatury. Łobodowski bronił znaczenia i roli poetyckiej wyobraźni w kształtowaniu nie tylko kultury narodowej, ale także w budowaniu wizji przyszłej rzeczywistości. Obok Gombrowicza, o którego uwagach pisał, że to obijanie się po ciemnych zaułkach, niechęć do wyjścia na główną, jasno oświetloną ulicę. Skutek: kilka słusznych i inteligentnie sformułowanych uwag, zagubionych jak Abraham wśród sodomitów, w tłumie arbitralnych sądów, pomieszanych pojęć i komplementów pod własnym adresem. Łobodowski atakował równie gwałtownie Wacława Zbyszewskiego, który podzielał krytyczne wobec współczesnej poezji stanowisko Gombrowicza. Przytoczone wyżej zdanie jest tylko skromną próbka stylu, którym Łobodowski traktował swoich przeciwników. Był to niewątpliwie język pasji, wywodzącej się z przekonania o słuszności własnych argumentów. A miał Łobodowski – co warto podkreślić – w wielu kwestiach rację.”

Marzec 2018

W dwumiesięczniku Teksty Drugie (nr 6/2017) znajdziemy artykuł Wacława Forajtera „Krwawa droga” i „czarowna jazda”. Z socjologii podróży w wieku XIX.

 

„(…) w ciągu kilkudziesięciu lat świat stał się znacznie mniejszy, a procesy globalizacyjne zaczęły dotyczyć nawet najbardziej oddalonych zakątków kuli ziemskiej. Decydującą rolę w tym procesie odegrał wynalazek napędu parowego.”

 

„Obok bezdyskusyjnych korzyści  podróż koleją posiadała również stosunkowo liczne wady. Wojciech Tomasik zauważył na kartach Pociągu do nowoczesności: Traumatyczny charakter doświadczenia nowoczesnego nigdzie nie daje o sobie znać dokuczliwiej niż w XIX – wiecznym podróżowaniu pociągiem. To kolej, a nie miasto, jest źródłem cierpień, o jakich nie śniło się wcześniej filozofom”.

 

„(…) większą udrękę stanowiła podróż dla ludzi biednych, podróżujących nie tyle dla rozrywki i wiedzy, ile z konieczności ekonomicznej, jak np. Górnoślązacy wyjeżdżający do pracy okresowej  w Niemczech czy mieszkańcy Kongresówki i Galicji, udający się do obu Ameryk. Mordęga ich stłoczonych ciał, ocierających się o siebie wśród brudnych przedmiotów, resztek żywności i wydzielin organicznych…”

 

„(…) mamy do czynienia z ludźmi, którzy zostawili swoje domy i z sercami pełnymi rozpaczy i nadziei, zmierzają ku nieznanemu horyzontowi, w pogoni za lepszym bytem.”

 

„Wątkiem, który stale powraca w XIX-wiecznych – publicystycznych i literackich – opisach kolejnych etapów wędrówki za ocean, jest akcentowanie całkowitej niehumanitarności przejazdu. Na przykład publicysta Nowej Reformy porównywał transport emigrantów do przewozu nierogacizny (…)”

 

„Emigranci udający się za ocean, byli przewożeni pociągiem do portu w Bremerhaven, a tam wrzucani na dolny pokład gigantycznych transatlantyków. Jeden z bohaterów Na złamanie karku, Walek, zostaje przez marynarzy dosłownie wepchnięty do ogromnej sali, która kojarząc mu się z piwnicznym lochem jamą, a zapachowo z zatęchłą studnią, niczym nie różni się od zwykłej ładowni.”

 

„Choroby były częścią każdego rejsu do Brazylii, dotykając zazwyczaj najmłodszych pasażerów – wysłannik Kuriera wspominał, że w trakcie epidemii szkarlatyny i błonicy dwaj lekarze okrętowi przyjmowali nawet do pięćdziesięciu pacjentów.”

 

„Parowiec ostatnich dekad XIX wieku z systemem pokładów stanowił również figurę dwóch równoległych kontinuów podróżowania. Pierwszy z nich był obszarem komfortu, rozpościerającym się między kajuta Dygasińskiego a miękkimi dywanami, deptanymi nogami milionerów na górnym pokładzie Titanica, drugi zaś – zawierał się pomiędzy przepełnioną, klaustrofobiczną sypialnią transatlantyku a pogrążoną w mroku ładownią, w której przewożeni są chińscy robotnicy kontraktowi z opowiadania Wacława Sieroszewskiego (Kulisi). Te oba nieprzenikliwe dla siebie światy spotykały się tak naprawdę jedynie w momencie katastrofy, w obliczu śmierci, która unieważnia wszystkie różnice.”

 

W miesięczniku Dialog (nr 2/2018) krótki felieton Tadeusza Nyczka: Śpiąca Teresa.

 

„Markowski zbyt poważny badacz, zatem wypada mu wierzyć (…) Argument ma mocny: że oto powstała wreszcie kompletna biografia, w dwóch opasłych tomach, do której rzeczywiście chyba już niczego dołożyć się nie da, pani Suchanow załatwiła temat na wieki wieków.”

 

„Gombrowicz, gęsto komentując własną twórczość, rzadko co prawda odwoływał się do źródeł autobiograficznych, ale nawet średnio rozgarnięty czytelnik bez większego trudu domyślał się, ile jest Gombrowicza w bohaterach i fabułach jego książek.”

 

„Cała historia wywiedziona z paru zdań Michała Markowskiego nie byłaby może warta poświęcenia jej uwagi, gdyby nie szerszy kontekst. Można by go krótko określić – weryfikowaniem historii w imię aktualnej skali wartości. Prezentyzm liczy sobie już ze sto lat, ale wygląda, że dzisiaj nabrał wiatru w żagle i zagarnia coraz to nowe obszary kultury i cywilizacji.”

 

„W całej tej wielkiej wymianie, której świadkujemy, czasem jej przyklaskując, czasem wpadając w bezradny popłoch, pewien jej aspekt wydaje się fundamentalny i zmieniający coś naprawdę, na skalę cywilizacyjną: feminizm kulturowy. Cóż, nie przywrócimy światowej kulturze tego, co w niej zostało zaprzepaszczone przez stulecia męskiej dominacji: równorzędnej obecności kobiet w każdej dziedzinie ludzkiej twórczości. Nie znajdą się nienapisane przez kobiety książki, nienamalowane obrazy, sztuki teatralne, rzeźby, niewymyślone teorie naukowe, doktryny filozoficzne, wynalazki techniczne.”

 

W miesięczniku Odra (nr 3/2018) przeczytamy tekst: Gombr, u Gombra, o Gombrze, z Gombrem. Lila Dmochowska piszę między innymi o biografii Gombrowicza autorstwa Klementyny Suchanow, ale także o spotkaniach Gombrowicza z Kazimierzem Głazem i Anną Szpakowską – Kujawską.

 

„Niewątpliwie wielu czytelników bardziej by ucieszyły niepublikowane w książce wspomnienia osób, które zetknęły się z Gombrowiczem osobiście, niż (niepotrzebne chyba) zbyt rozbudowane tło historii powszechnej. Takie epizody, etiudy i smaczki z pewnością przydałyby się do scenariusza filmowego o jednym z najbardziej kontrowersyjnych współczesnych pisarzy, który to film z pewnością (prędzej czy później) powstanie."

 

„Szpakowska nie ośmieliła się rozmawiać z Gombrowiczem o swoim malarstwie, a przecież przyjechała na artystyczne stypendium przede wszystkim w celu malowania. Nie zdradziła mu, jak wiele ona i jej sztuka zawdzięczają jego lekturom – jednak on sam to zauważył. Kiedy kończąc pobyt w Vence, przyszła oddać mu książki, na do widzenia powiedział : Coś się w pani zmieniło. Jest pani inna…”

 

W miesięczniku Teatr (nr 2/2018) rozmowa Jacka Cieślaka z Ewą Millies – Lacroix dyrektor Agencji Kreacji Teatru Telewizji Polskiej.  Ilustracją do wywiadu jest między innymi kadr z Biesiady u hrabiny Kotłubaj – sztuki opartej na opowiadaniu Witolda Gombrowicza, wyreżyserowanej dla Teatru Telewizji przez Roberta Glińskiego.

 

„W TVP Kultura zaplanowaliśmy Festiwal Teatrów Polski. Rozpoczynamy Ślubem Gombrowicza w reżyserii Anny Augustynowicz. Potem pojedziemy z kamerami do Supraśla, do teatru Piotra Tomaszuka i Gardzienic. Następnie do wielu innych ośrodków teatralnych – tam, gdzie będziemy mieli zgodę i możliwość, żeby zatrzymać w kadrze spektakl, zapisać
na telewizyjnym dysku.”

 

W tym samym numerze miesięcznika Teatr (nr 2/2018) recenzja przedstawienia Teatru Telewizji: Wojna – moja miłość, w którym opowiedziana została historia Krystyny Skarbek. Kobiety, która znała Gombrowicza. Spotkała się z nim kilkakrotnie w Zakopanem.

 

„…podczas wojny pracująca dla brytyjskiego wywiadu, a zarazem dla polskiej organizacji podziemnej Muszkieterzy. Postać fascynująca i tajemnicza…”

 

„Wojciech Nowak, wykorzystując sztukę Dominika Rettingera, opowiada wojenne perypetie ulubionej agentki Churchilla z perspektywy ostatniej nocy jej życia.”

 

„Geniusz hrabianki polegał chyba na inteligencji, odwadze, zimnej krwi i niebywałej odporności psychicznej. Twórcy sugerują jednak, że chodzi raczej o brawurę i niezdrową skłonność do sytuacji granicznych.”

 

„Z historii doskonałego szpiega zrobiono melodramat. Powstała opowieść o międzynarodowej awanturnicy…”

 

„Małgorzata Kożuchowska z racji talentu, urody i powściągliwości swojego aktorstwa wydawała się idealną odtwórczynią bohaterki. Ale scenariusz każe aktorce popadać
w skrajne emocje i uwodzić każdego, jakby bohaterka sprawdzała, czy jej urok jeszcze działa.”

 

Także w tym numerze Teatru (nr 2/2018) recenzja najnowszej biografii Gombrowicza napisana przez Dominika Suleja – Synchronizacja egzystencji.

 

„Już w rozdziale Narodziny Witolda Suchanow konstruuje paralele między właśnie rodzącym się Marianem Witoldem a historią przez duże H (narodziny carewicza Aleksego)…”

 

„Nie jestem jednak nieuprzedzonym czytelnikiem. Po pierwsze, nie jestem nim w tym sensie, że wiele wątków książki, to sprawy znane mi dość dobrze od dawna – z zainteresowaniem i uważnie czytałem swego czasu wszystko, co dotyczyło Gombrowicza, również te świetne teksty Suchanow (…)”

 

„(…) książkę Suchanow przyjmuje się jako dzieło w pewnej mierze już przeczytane.”

 

„Gombrowicz prywatny, intymny, somatyczny, seksualny wydaje mi się rozczarowujący, nudny i nieporęczny – jest on dla mnie przede wszystkim pisarzem, który udostępnił się w swoim prowokującym i wyrafinowanym dziele.”

 

„Widać wyraźnie, że Suchanow próbuje – z powodzeniem, musze przyznać – odszukać w nagromadzeniu faktów jakąś przekraczającą jednostkowość i chaotyczność ludzkiej egzystencji wskazówkę, figurę, konstelację.”

 

Kronos czy Gombrowicz. Ja, Geniusz są dla mnie szczególnie interesujące, gdy dowiaduję się z nich czegoś nowego o lekturach ich bohatera (nazwiska autorów, tytuły dział literackich) – są to informacje warte rozwinięcia właśnie ze względu na pełnię obrazu życia Gombrowicza.”

 

W marcowym numerze dwumiesięcznika Książki (nr 1/2018) tekst Natalii Szostak: Zewnętrzny filtr wrażliwości.

 

„Sensitivity readers najczęściej należą do mniejszości (seksualnych, rasowych, etnicznych, mogą to być też osoby z niepełnosprawnościami lub na coś chore). Innymi słowy, mają za sobą doświadczenie słabo zrozumiane przez kulturę większości (jak tłumaczył portal książkowy Lit Hub). Sprawdzają teksty przygotowane do wydania, by ocenić, czy obraz przedstawicieli tych mniejszości nie jest w nich przekłamany, czy tekst nie jest obraźliwy, oparty na stereotypach, szkodliwy po prostu. Są redaktorami prewencji.”

 

„(…) w czasach rosnącego znaczenia mediów społecznościowych wystarczy jeden kamyczek (recenzja, wpis na blogu, komentarz w Internecie), by ruszyła lawina błotna. Nieprzemyślana scena czy nieprawomyślny bohater mogą sprawić, że do pisarza przykleja się łatka rasisty, homofoba, mizogina itp.”

 

„ - Polityczna poprawność to hasło wytrych, straszak wymyślony w latach 90. przez amerykańską prawicę, trochę jak demon genderu wymyślony przez polski Kościół. Odłóżmy to zatem na bok. Literatury powinny dotyczyć kategorie zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jak wszystkiego, co robimy – uspokaja Jacek Denehl. – Poza tym jeśli autorzy zaczynają się cenzurować w ten sposób, że nie kolportują negatywnych stereotypów rasistowskich, mizoginicznych, homofonicznych, to możemy się tylko cieszyć, bo to coś, czego nie powinni byli robić nigdy. Literatura ani społeczeństwo na tym, jak sądzę, nie stracą.”

 

„ - Usłyszałam, że nie ma w Polsce matek takich jak ta, którą opisałam w książce Ma być czysto – mówi Anna Cieplak, którą za tę powieść wyróżniono nagrodami Gombrowicza i Conrada. – Aby obraz matki opisanej przeze mnie zgadzał się z obrazem, który ma każdy czytelnik, musiałabym dać moją książkę do przeczytania wszystkim matkom i wszystkim dzieciom w Polsce. Dla mnie liczy się to, że byłam uczciwa wobec siebie, czyli także wobec czytelnika.”

 

„ - Wszystko zależy od wrażliwości pisarza. Jeśli jej nie ma, jego książka i tak będzie zła. Zewnętrzny filtr wrażliwości nie pomoże – uważa Cieplak.”

 

W miesięczniku Nowe Książki ( nr 3/2018) recenzja Wojciecha Kaliszowskiego  dotycząca publikacji Jerzego Kandziory Poeta w labiryncie historii.

 

„ Ficowski – prawie rówieśnik Baczyńskiego, Gajcego i Różewicza – żołnierz Armii Krajowej, żołnierz Powstania Warszawskiego, zawsze kroczył swoją, zazwyczaj dla innych niedostępną drogą.”

 

„Autor podjął się niełatwego zadania, polegającego na przedstawieniu tego, co w pisarstwie Ficowskiego nazywa tekstem własnej biografii. W polu obserwacji badacza znalazły się więc liczne inicjatywy i działania poety, które z czasem stały się składnikami legendy Ficowskiego. Myślę tutaj o jego wielkiej pasji, jaką było badanie i komentowanie twórczości Brunona Schulza oraz o jego rzeczywiście niezwykłym spotkaniu i obcowaniu z kulturą cygańską.”

 

  • Przegląd prasy przygotowała Aleksandra Gąsowska 

LUTY 2018

W styczniowym numerze miesięcznika Odra (1/2018) krótka recenzja nowej książki Anny Cieplak autorstwa Mieczysława Orskiego.

 

„To powieść o pierwszym pokoleniu, które nie pamięta PRL-u i ostatnim urodzonym bez smartfona w ręku.”

 

„Poprzednia książka Anny Cieplak Ma być czysto uzyskała Nagrodę Gombrowicza za najlepszy debiut roku.  Była Książką Radiowej Trójki i została nominowana do nagrody Gdynia i innych wyróżnień. Lata powyżej zera zostały na razie uhonorowane Nagrodą Conrada, ale czeka i tę książkę z pewnością wiele następnych wyróżnień w naszym kraju prozy kwitnącej nagrodami – jako m.in. nominatce do Paszportu Polityki, w którym to tygodniku, rzadko zajmującym się współczesną prozą, powieść Anny Cieplak uzyskała notę 5/6 w recenzji z tej pozycji.”

 

W tym samym numerze Odry (1/2018) recenzja Macieja Libicha, dotycząca książki W emigracyjnym labiryncie – Sławomir Mrożek, Leopold Tyrmand.

 

„Korespondencja, którą przez niemalże dwadzieścia lat prowadzili Sławomir Mrożek z Leopoldem Tyrmandem, dla czytelników twórczości obu autorów mogła okazać się niemałym zaskoczeniem: Tyrmand pozostawił po sobie wszakże niewiele listów (z czego znaczna większość wciąż znajduje się w archiwum; dotychczas opublikowano tylko korespondencję z żoną), Mrożek zaś o relacji z autorem Złego wspominał nieczęsto; zarówno w rozmowach ze swoimi  licznymi interlokutorami, jak i w swoim dzienniku.”

 

„Artyści korespondowali ze sobą od 1965 aż do 1982 roku, niemniej warto zaznaczyć już na samym wstępie, że liczba wymienionych przez nich listów znacznie zmalała po śmierci pierwszej żony Mrożka, Marii Obremy, w roku 1969.”

 

„Status emigranta zdaje się zresztą jednym z najpowszechniejszych tematów całej korespondencji, obaj pisarze byli bowiem niejako odcięci od Polski – od wszelkich wydarzeń politycznych, krajowej literatury, przyjaciół, ale przede wszystkim ojczystego języka, a zatem tworzywa, które konstytuowało ich twórczość (…) Obaj niejednokrotnie zadają sobie pytania o sens wyjazdu, doszukują się pozytywnych aspektów tego ryzykownego i skazującego na pisarską samotność przedsięwzięcia, lecz nie zawsze potrafią je odnaleźć.”

 

„(…) ogólna ocena epistolografii Mrożka i Tyrmanda nie może być nazbyt wysoka. Niektóre z listów sprawiają wrażenie nazbyt zdawkowych; często zawierają w sobie jedynie suche fakty dotyczące na przykład miejsca pobytu autorów, nie zaś ich analityczne komentarze lub przemyślenia (…)”

 

„Publikacja W emigracyjnym labiryncie, nawet jeśli pozostawia po sobie pewien niedosyt, to nie tylko bezdyskusyjnie ważne wydarzenie dla badaczy twórczości Mrożka i Tyrmanda, ale również wyraźny znak, że wiedza o polskich najwybitniejszych pisarzach jest wciąż niekompletna.”

 

W styczniowym numerze Nowych Książek (1/2018) informacja o przyznaniu nagrody Nowych Książek za rok 2017. Jej laureatem został Piotr Matywiecki – autor książki Stary gmach. Przy tej okazji przywołano fragmenty recenzji Wojciecha Kaliszewskiego z kwietniowego numeru Nowych Książek (4/2017).

 

„Książka traktuje o dawnym budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, w którym autor pracował .”

 

Matywiecki dokonał w słowach, w przedstawieniu literackim odrodzenia gmachu biblioteki. Opisy, opowiadania, przywołania, cytaty (…) ostatecznie odmalowują jej dawny stan istnienia. W książce Matywieckiego widać jak stary gmach żyje.”

 

W styczniowych Nowych Książkach (1/2018) recenzja Agnieszki Papieskiej – Tajemnice Żeromskiego – o książce Zdzisława Jerzego Adamczyka Manipulacje i tajemnice. Zagadki późnej biografii Stefana Żeromskiego.

 

„Do pracy nad listami Żeromskiego badacz przystąpił – jak wyznaje we wstępie – z wiedzą ukształtowaną przez lekturę książki Hanny Mortkowicz - Olczakowej O Stefanie Żeromskim. Ze wspomnień i dokumentów (1964) oraz kolejnych tomów wspomnień Moniki Żeromskiej, ukazujących się od 1993 roku. Jednak w trakcie poszukiwań w archiwach i bibliotekach informacji potrzebnych do objaśnienia spraw, o których mowa w listach, zauważył, że odnajdywane dokumenty (…) układają się w zupełnie inną opowieść niż ta, która wyłania się z książek Hanny Mortkowicz-Olczakowej oraz Moniki Żeromskiej (…).”

 

„Pierwszym obszarem manipulacji stało się życie rodzinne pisarza, za co literaturoznawca główną winą obarcza Monikę Żeromską, która w swych wspomnieniach usuwa w cień pierwsze małżeństwo ojca i zmierza do ukrycia tej niewygodnej prawdy, że od roku 1913 do 1918 Żeromski miał – w tamtych czasach! – jednocześnie dwie żony, z którymi wychowywał dwoje dzieci (…).”

 

„Drugi obszar manipulacji to, zdaniem badacza, nieprawdziwie przedstawione stosunki pomiędzy Żeromskim a jego wydawcą Jakubem Mortkowiczem, a przede wszystkim ukrywanie faktu, że w 1920 roku pisarz notarialnie przekazał Mortkowiczowi – w zamian za willę w Konstancinie – całość swoich praw autorskich”

 

„(…) profesor Adamczyk bierze pod lupę genealogię drugiej żony pisarza – i punkt po punkcie wykazuje, że jej przodkowie nie byli tak świetni, jak wynikałoby to z przekazów Moniki Żeromskiej (…).”

 

„Równie niewiarygodna – w świetle odnalezionych dokumentów – okazuje się biografia samej Anny Zawadzkiej, co na kolejnych stronicach książki autor skrupulatnie udowadnia.”

 

„Pytań jest wiele. Chociaż profesor Adamczyk ujawnił dużo nowych, niepublikowanych dotąd dokumentów, obraz życia pisarza, co przyznaje sam badacz, pozostaje wciąż niepełny. Jedno jest pewne: przyszłemu biografowi Żeromskiego przyjdzie się zmierzyć z niejedną zagadką.”

 

W styczniowym numerze Nowych Książek (1/2018) także recenzja nowej Książki Anny Cieplak – Lata powyżej zera. Paulina Adamczyk tak pisze o książce:

 

„(…) Czytelnik przypomina sobie lata 2001-2010, przełomowy okres w historii społecznych zmian i przemian kulturowych w Polsce, podążając drogą dojrzewania głównej bohaterki, Anity Szymborskiej.”

 

 „Anna Cieplak buduje tło powieści, używając artefaktów pierwszych lat nowego tysiąclecia. Ale czy tylko żąda westchnień i porozumiewawczych uśmiechów: że też się to przeżyło, że też się to pamięta?”

 

„Kolejne rozdziały książki są dynamicznym rozkładem na części pierwsze motywacji, emocji oraz walki o autentyczność i samodzielność głównej bohaterki.”

 

„Program Idol, komunikator Gadu-Gadu, muzyka Paktofoniki i Kultu, kalendarze Dziewczyny, teksty piosenek zamieszczone w Popcornie oraz listy czytelników do Bravo – to tylko garść elementów scenografii tego okresu.”

 

„Choć można zaryzykować tezę, że niektórzy czytelnicy poczują się rozczarowani pewną szablonowością bohaterów, miejsc akcji i fabuły, to jednak autorka stara się dotrzymać tempa przede wszystkim dynamice życia postaci, które stworzyła. Czyni to książkę Lata powyżej zera książką prawdziwą, która dotykając wspólnej przeszłości ludzi urodzonych po 1980 roku, uzmysławia trud poznawania siebie, jakiego doświadczyliśmy, a którego doświadczą także ci urodzeni dopiero dziś.”

 

W Kurierze Nowych Książek (2/2018) ciekawa nota o książce Białe zwierzęta są bardzo często głuche Ivana Myšková:

 

„Historie ludzi, którzy wydają się do nas bardzo podobni, ale w pewnej chwili robią coś zupełnie nieoczekiwanego. Ludzi, którzy są uwięzieni w swoim życiu jak… biały jeleń w starej oponie. Ludzi, którzy stają nago w oknie, nie znoszą świąt, kroją galasy, wyprowadzają żaby na smyczy, budują urządzenia do łapania czasu. I zmagają się z otaczającym światem, ale wszystkie nieszczęścia sprowadzają na siebie sami. Swoją bezmyślnością, niedbalstwem, egoizmem, a czasami zbyt wielką gorliwością. Każde opowiadanie autorka poprzedza cytatem z klasyka dwudziestowiecznej literatury, co – jak zauważył jeden z czeskich krytyków – sugeruje z czyją twórczością czuje powinowactwo. Jej opowiadania otwierają między innymi: Musli, Gombrowicz, Mann czy Bernhard.”

 

W lutowych Nowych Książkach także kilka zdjęć z wnętrza Muzeum Andrzeja Struga w Warszawie i przywołanie sylwetki pisarza:

 

„Człowiek, o którym myślimy przede wszystkim jako o pisarzu, był działaczem socjalistycznym, ułanem, redaktorem gazet, scenarzystą filmowym, senatorem, wolnomularzem, współtwórcą Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych, prezesem Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela, jednym z założycieli Związku Zawodowego Literatów Polskich.”

 

„Muzeum otwarto w przededniu 110. rocznicy urodzin pisarza – 27 listopada 1981 roku. Zaistniał dzięki prowokacji pamięci. Wdowa po pisarzu zwróciła się z apelem do ludzi, którzy są w posiadaniu jakichkolwiek zdjęć czy pamiątek po jej mężu, aby zechcieli je ofiarować lub zdeponować. Zaczęły dochodzić fotografie, kolejne wydania powieści Struga, czasem z jego podpisem.”

 

W tym samym numerze Nowych Książek (2/2018) tekst Antoniego Kroha o książce Lechosława Herza Pod ożywczym drzew cieniem.

 

„Urodzony w 1935 roku , aktor z zawodu, został kiedyś żartobliwie nazwany Tytusem Chałubińskim Mazowsza.”

 

„Lechosława Herza można nazwać największym popularyzatorem walorów krajoznawczych Mazowsza i okolicznych regionów. Od ponad półwiecza uczy nas patrzeć na przyrodę i pamiątki dziejowe. Niepodobna przecenić roli jaką spełnia. Od lat sześćdziesiątych wytycza szlaki turystyczne. Najpierw w Puszczy Kampinoskiej, następnie wokół stolicy ze wszystkich jej stron, ale również nad Wigrami, w Puszczy Augustowskiej i gdzie indziej, starając się rozprzestrzenić ruch turystyczny, by nie skupiał się tylko w jednej okolicy. W sumie wytyczył około dwóch tysięcy szlaków.”

 

„Lista jego publikacji zawiera około stu dwudziestu pozycji. Najpierw były to broszurki , opisujące poszczególne szlaki, następnie przewodniki.”

 

„Od niedawna Herz publikuje wspomnienia ze swoich wędrówek. Opowieści krajoznawcze, pisane pięknym, starannym, nieco staroświeckim językiem. Jego książki to kopalnia wiadomości z różnych dziedzin. Erudycyjne, a zarazem pasjonujące opowieści krajoznawcze.”

 

„jego najnowsza książka, podobnie jak poprzednie poświęcona okolicom Warszawy, zaczyna się od Lasku Bielańskiego. (…) Trudno jeszcze zdecydować się na jakiś temat spośród wielu, które w tej książce się przewijają. Może okolice Leśnej podkowy, Komorowa, Milanówka, Otrębusów (Prywatne Muzeum Sztuki Ludowej), Brwinowa, Stawiska. To rezerwat inteligentów. Co willa, to jakaś ciekawostka, jakieś znane nazwisko.”

 

Warto też przeczytać wywiad Andrzeja Wróblewskiego z Lechosławem Herzem Na nizinie piękna trzeba poszukać (Nowe Książki nr 2/2018)

 

„Gdy trasa miała wieść przez las, starałem się, by prowadziła wąskimi ścieżkami, bo to wymusza chodzenie gęsiego. Dzięki temu mniej rozmawiamy i więcej czasu poświęcamy na obserwację. Zachowanie ciszy to zresztą jedyna szansa dostrzeżenia dzikiej zwierzyny i równie dzikiego ptactwa. (…) Polska to nie tylko dramatyczne znaki naszej historii. Szukałem więc też innych, ważnych dla wędrowca miejsc owianych jakąś legendą. Wśród podwarszawskiej przyrody jest takich miejsc całkiem sporo: tu jakiś Mogilny Mostek, tam Czarci dół, jeszcze gdzie indziej Złodziejska Górka.”

 

„Jest oczywiście w polskich miastach sporo brzydoty, ale trzeba się umieć przebić przez tę pierwszą warstwę, a nieraz zrobić tylko mały kroczek, żeby zobaczyć rzeczy ładne, a czasem wręcz urzekające. Czy zna pan drugą taka stolicę w Europie, w której u stóp zamku królewskiego widuje się żywe godło państwowe? Po Berlinie nie chodzą niedźwiedzie, po Londynie nie biegają Lwy, a w Warszawie latają nad Wisłą bieliki. Paradoksalnie, okres socjalistycznego zastoju  przysłużył nam się tym, że nie zrobiono z Wisły kanału. Czy zna pan drugą taka stolicę w Europie, która ma ścieżki rowerowe wzdłuż rzeki płynącej swym naturalnym korytem? Otoczona pierścieniem lasów Warszawa to jest naprawdę coś wspaniałego i unikatowego na skalę europejską. Zapytany o wrażenia z Mazowsza, prawie każdy obcokrajowiec, a już zwłaszcza ten, który przyjeżdża od strony zachodniej – od strony Łowicza, Żyrardowa i Skierniewic, odpowie jednym słowem: zieloność. A ja dodam jeszcze, że pola uprawne na ziemi płońskiej czy grójeckie sady w okresie kwitnienia drzew owocowych to mozaika barw, na jaką nawet w Toskanii pan się nie natknie.”

  • Przegląd prasy przygotowała Aleksandra Gąsowska

Instytucja współprowadzona przez Samorząd Województwa Mazowieckiego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

  • Logo Mazowsze
  • Logo MKiDN