Wydarzenia : Gombrowicz

WydarzeniaCo po literaturze w czasach zarazy? Polecamy tekst Joanny Gierak-Onoszko, autorki książki

2021-02-25
Wypowiedzi otrzymane od pisarek nominowanych do Nagrody Gombrowicza publikujemy od stycznia.

 Joanna Gierak-Onoszko
Co po literaturze w czasach zarazy?

Gdzieś blisko, pod ręką odłożona paczka makaronu, zgrzewka sosów pomidorowych w kartoniku, żeby obiad można było zrobić szybko i właściwie bez wysiłku. Do tego koniecznie woda, dużo wody – w butelkach półtoralitrowych i tych małych, z dzióbkiem. Łatwiej z nich pić, kiedy ma się gorączkę i ręce mdleją. I jeszcze koperta życia, trzymana w drzwiach lodówki. Jest w niej imię, nazwisko, PESEL, lista przyjmowanych leków, wszystkie choroby i dolegliwości, adres POZ i oznaczenie grupy krwi. To bardzo przydatna ściągawka. Nie trzeba będzie w nerwach szukać po szufladach i segregatorach – ratownik otworzy drzwi lodówki (prawie zawsze otwierają, bo szukają leków) i już wszystko będzie wiedział.
Do tego torba, kiedyś na trening, teraz na drogę. W środku kilka uprasowanych piżam, żeby przejść to jakoś z godnością. Jednorazowa maszynka do golenia nóg, kapcie (te, co kiedyś na basen), herbatniki. Koniecznie ładowarka, czasem power bank, bo nie wiadomo, jak będzie z kontaktem. Jeśli kiedyś się rodziło, to się pamięta, że etap wicia gniazda każe z dużym wyprzedzeniem pakować rzeczy do szpitala. Najczęściej w drugim trymestrze, kiedy jeszcze ciało pozwala na jako taką mobilność i samodzielność. Tak samo będzie, tak samo może być i teraz – warto się spakować, dopóki jest się na chodzie.
To wszystko jest przygotowane na dzień, kiedy przyjdzie niemoc. Kiedy wirus sprawi, że człowiek nie będzie miał sił zadbać o dom, o siebie, o dzieci. Nie będzie umiał przypomnieć sobie albo powiedzieć składnie jakie leki bierze i na co. To wszystko jest przygotowane nie na jutro nawet, lecz na pojutrze, na przyszłość. Oby przyszła jak najpóźniej. Jeśli będzie się miało szczęście, to może nigdy.
* * *
Tymczasem nie da się uciec od dziś. Dziś oznacza stertę naczyń w zlewie, która nigdy nie znika, bo nagle wszyscy domownicy muszą jeść: nie dość, że w domu, to jeszcze cztery posiłki dziennie. Dziś to też upchnięte nogą, byle jak i byle gdzie, paczki i paczuszki, które wcześniej kurierzy położyli wycieraczce – bez słowa i zbędnego kontaktu. To pralka, która kręci się już trzeci raz, bo wyciągnięcie stęchłych ubrań jest ostatnio jakoś ponad czyjekolwiek siły. To dobiegający z pokoju głosik: proszę pani, znów panią ścina, niech pani ktoś pomoże wyłączyć kamerkę.
Czasem to także rzucony między papiery a gazety polecony za potwierdzeniem odbioru, w którym uprzejmie informujemy o rozwiązaniu umowy. Dziś to przekartkowany w ukryciu pamiętnik, w którym dziecko skrobie, że kiedy zamknięto szkołę straciło kolegów, czyli wszystko.
* * *
Dziś to nawał przedmiotów, dotkliwie skurczona przestrzeń życiowa – i w wymiarze fizycznym, i mentalnym. W tym zagęszczonym, skondensowanym życiu brakuje ludzi, spotkań, dotyku, wspólnego bycia, kina, tańczenia, szkoły i kawy z przyjaciółmi. Brakuje rzeczowników, choć przecież przygniatają nas rzeczy.
W przeładowaniu trudno o skupienie. W zamknięciu – o dystans.
Ciągle trwa nasze doświadczenie, pandemia nie hamuje i wciąż nie pozwala się podsumować. Jeśli powstają na jej temat dobre teksty, to przede wszystkim newsowe, opisujące albo tu i teraz, albo przed chwilą i za zakrętem. Prawie zawsze pisane w bardzo krótkiej perspektywie. Wsłuchujemy się w doniesienia i depesze (niektórzy także w raporty), prawie wszyscy – w bardzo krótkie leady. Na analizy, dłuższe narracje i metahistorie miejsca nie ma ani miejsca, ani instrumentów.
Na dłuższe opowieści z początkiem i końcem, z wyraźną pointą, ze zdecydowanie postawioną, kropką, musimy jeszcze zaczekać. Teraz nie jest czas literatury – teraz jest czas dokumentacji.
------------

Komentarze

Instytucja współprowadzona przez Samorząd Województwa Mazowieckiego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

  • Logo Mazowsze
  • Logo MKiDN